Przeczytam 52 książki w 2015 roku?

10:46

Tekst zawiera wrzucanie wszystkich do jednego worka i generalizowanie. Wrażliwych proszę o pominięcie 9 akapitów.

Wyzwania czytelnicze to naprawdę dobra sprawa. Popieram akcje, które mogą zachęcić ludzi do częstszego sięgania po książki. Całkiem możliwe, że wykształcimy w sobie czytelnicze nawyki i poszerzymy horyzonty – czego chcieć więcej?


Rozwój wyobraźni, zwiększenie wiedzy, szersze horyzonty, rozrywka – książki mają tyle wspaniałych funkcji! Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że czytanie jest rzeczą naprawdę genialną! Wszelkie wydarzenia popularyzujące czytelnictwo popieram całym sercem. Tylko do czego to wszystko dąży?

Zawsze znajdzie się ktoś, kto czytać nie lubi, nie robi tego, chwali się tym i uważa czytających za frajerów. Świata nie zmienisz, taka osoba nie przeczyta 52 książek w ciągu roku. Wyzwania czytelnicze to akcje dla ludzi, którzy tak czy siak czytają. Może mniej, może więcej, ale czytają. Jasne, może znaleźć się ktoś, kto odkryje cudowność czytania właśnie dzięki takim akcjom, ale umówmy się – to nie dzieje się zbyt często. Chodzi więc o to, aby czytający czytali więcej, znaleźli czas, zainspirowali się, odnajdowali perły literatury, wspaniałych autorów o cudownym warsztacie....

Pięknie to brzmi… ale czy jest tak do końca?

Przegląd tych wszystkich grup, blogów i stron prowadzi do nieco smutniejszych wniosków. Nie da się oprzeć wrażeniu, że ludzie czytają na wyścigi, dla statystyk, chęci pochwalenia się i innych bardzo głupich powodów.

1000 razy padają pytania: Czy mogę policzyć 3 tomy Potopu jako 3 pozycje? Czy mogę policzyć komiks? Czytałam „Antka” 2 razy, mogę policzyć podwójnie?  PO CO? Co Ci da ten „Janko Muzykant”, „Antek” czy „Kamizelka”? Trudno uwierzyć, że chcesz to sobie właśnie teraz odświeżyć. Przeczytanie 52 nowelek tylko po to żeby wyrobić normę do marca nie będzie wcale takie fajne, jak ci się wydaje.

Akcja nie ma swojego początku w 2015 roku, wiadomo. Kiedy przychodzi grudzień, zawsze pojawia się grupa, którą powinno się PODZIWIAĆ, a już na pewno ZAZDROŚCIĆ tych, o bogowie, statystyk. Bo ponad sto, bo koło dwustu, bo jedna książka dziennie. WOW, JAK TY TO ROBISZ? Ano tak, że – niestety – najczęściej jest to 150 gówien. Bardzo przepraszam, ale 100 Harlequinów to nie jest wyczyn. Nie wniesie nic w twoje życie i tak po prawdzie to nawet nie ma się czym chwalić.

Przez chwilę myślałam, że lepiej czytać „Zmierzch”, niż nic, ale ostatnio naszły mnie poważne wątpliwości. Jasne, książka do odmóżdżenia to bardzo dobra rzecz. Jasne, nikt zmęczony nie ma ochoty na ambitne pozycje. Tylko, na litość wspomnianych już bogów, przez cały rok czytać kiepską literaturę? Co to daje, czym się wtedy chwalić? Zwężonymi horyzontami? Tańszym językiem? Wzruszeniem nad, przepraszam, bzdurną opowiastką? Jedna, ale naprawdę dobra książka będzie cenniejsza niż 200 bzdurnych. Nie mówię, że każdy ma czytać przed snem klasykę, jest tyle dobrych książek z każdego działu, wystarczy tylko poszukać… żeby z książki wynieść coś więcej niż: „dobrze się czytało, lekki język, połknęłam w chwilę”. Owszem, takie książki też są fajne. Nie dajmy się jednak opętać słabym historiom. Nie do końca i nie przez 365/6 dni w roku…

Inną, bardzo ciekawą sprawą są ataki na osoby zdziwione dużymi liczbami. DA SIĘ. Serio, DA SIĘ, przeczytać 100 książek i więcej w ciągu roku. Ja tego nie neguję. Wiele innych osób również nie. Jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto zapyta: JAK?! I to jest pytanie całkiem naturalne, każdy ma własne tempo, więc może czytać codziennie i nie dociągnie do 30, a nagle ktoś kończy rok ze 120 książkami. Pytanie  nasuwa się samo. Zamiast normalnej odpowiedzi dostaniesz wykład o tym, że skoro nie nosisz dzieła ze sobą do toalety, nie gotujesz, odkurzasz i zmywasz w drugiej ręce trzymając książkę, nie czytasz pokątnie w przewie pracy i po trudnym dniu wolisz włączyć lekką komedię, jesteś jakiś niepoważny, na pewno bardzo leniwy, SZUKASZ WYMÓWEK i ogólnie to za chwilkę skretyniejesz. Ktoś czytający 50. Harlequin (się czepiłam, wybaczcie, ale to zawiera w sobie wszystko!) w tym miesiącu nie zgłupieje, ale zyska… 1000500100900 „fantastycznie” opisanych związków i nic poza tym. Ot, niezrozumiałe leniwce z jedną książką miesięcznie. WSTYD!


Czy przeczytam 52 książki w 2015 roku? Nie mam pojęcia. Stosik leży i czeka. Nie przeczytam – trudno, nie mam zamiaru zapadać się pod ziemię. Czytam niemal codziennie wieczorem, w swoim tempie i bardzo mi z tym dobrze. Nie potrzebuję wyścigów z obcymi ludźmi. Mam własne wyzwania czytelnicze. Naprawdę podoba mi się idea tej akcji. SZCZERZE! Tylko, błagam, nie dajmy się zwariować, nie czytajmy dla kogoś, nie czytajmy dla liczb, czytajmy dla siebie!

I tego nam wszystkim serdecznie życzę! 
Follow my blog with Bloglovin

Prawdopodobnie polubisz też:

4 komentarze

  1. o! mysle dokładnie tak samo. już to pisałam w wyrwane z kontekstu, ale powtorze. zostałam "wyrzucona" i zostało mi wyrzucone w jednej z grup czytelniczych, ze skrytykowałam tych czytających na wyścigi... sumujących w excelu liczbe przeczytanych stron....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, czy to bardziej smutne, co się tam wyprawia, czy żałosne...

      Usuń

Polub mnie!

Instagram