Edyta Górniak we Wrocławiu, czyli emocje sięgnęły zenitu!

23:55

video
Na dzień dobry częstuję Was nagraniem o niesamowitej jakości (z mojego turbotelefonu, a jakże). Nic nie jest ważne, było cudownie.

Kiedy byłam małą dziewczynką, (najpewniej) jakieś 20 lat temu, zapraszałam sąsiadów i sąsiadki na moje koncerty... Tak, robiłam to. I chociaż dzisiaj trochę mi ich szkoda, bo musieli słuchać wycia małego dzieciaka i trudno było im mi odmówić, to myślę sobie, że w zasadzie musieli mieć ze mnie niezły ubaw, więc cieszę się, że miałam w tym udział.
Stała bowiem naprzeciwko nich dziewczynka 5-, może 6-letnia i śpiewała z zacięciem "Jestem kobietąąąąąąą, wodą, ogniem, burzą, peeeerłą na dnieeeeeeeeeeeeee"... Z przerwami na "To nie jaaaaaaaa byłam Ewą, to nie ja skradłam nieeeeebo!", co - sami przyznacie - musiało być zabawne.
Tak, miałam (powiedzmy) 5 lat i chciałam zostać... Edytą Górniak. Jej muzyka tak mocno się we mnie zakorzeniła, że z czystym sumieniem i pewnością mogę powiedzieć: Uwielbiam ją od zawsze! Od kiedy tylko jestem świadoma, od kiedy mniej więcej cokolwiek pamiętam.

Miłość do tego głosu mi nie przeszła, o czym na pewno wielu z Was doskonale wie. Dodatkowo naprawdę, zwyczajnie uważam, że Edyta jest bardzo ciepła, dobra i taka... sympatyczna? Nie przeszkadza mi zupełnie jej, szeroko komentowana, wrażliwość, bo co to za artysta, który nie ma w sobie wrażliwości?
Poza tym jestem całkowicie zakochana w jej urodzie, to taki mój "wyglądowy" ideał.
Po prostu mieszanka wybuchowa dla moich emocji. 

Po tych (na oko) 21 latach zakochania, w końcu Edyta ruszyła w trasę... i to jaką! Wiedziałam, że muszę (a w zasadzie to musimy, ponieważ genów nie oszukasz, więc Edytę uwielbia też moja siostra) tam być!

Kilka miesięcy oczekiwania i... zaczęło się.

NIE UMIEM OPISAĆ SŁOWAMI TEGO, CO CZUŁAM. Serio. Oczywiście spodziewałam się, że to będzie dla mnie ogromne przeżycie, bo - umówmy się - czekałam na to lata całe, a w twórczości tej kobiety jestem zakochana od zawsze, ale to co się działo, przerosło WSZYSTKIE oczekiwania.

Edyta na żywo jest po prostu nie-sa-mo-wi-ta. Jej głos jest tak potężny, mocny, piękny, że robi ciary na całym ciele. 
Chciałabym napisać coś mądrego, ale zwyczajnie nie umiem. Było FANTASTYCZNIE, NIESAMOWICIE, WSPANIALE. 
Z pewnością zapamiętam na długo CUDOWNIE wykonany "List", trzymałam się dzielnie, choć wzruszyłam się bardzo. Teoretycznie wiedziałam, że to będzie piękne, ale nie miałam pojęcia jak to wszystko odczuwa się kilka metrów od sceny. 
"Szyby" jak zawsze genialne, przecież to porusza wszystkie struny! Jestem rozemocjonowana tak, że ręce mi się trzęsą nawet teraz, kilka godzin po koncercie.

Ale to co się wydarzyło podczas duetu z Glacą... CO ZA MOC! "Nie było" na żywo sprawiło, że miałam ochotę... sama nie wiem, krzyczeć, skakać, wleźć na tę scenę i być tam z nimi. Edyta ostrzegała, że ten występ, to będzie ogień i miała 100-procentową rację! Ten duet to wulkan! Ludzie, aaaaaaa, nie wiem co powiedzieć, chcę Wam powiedzieć: aaaaaaaaaaa! Edyta i Glaca! 

W duecie z Edytą śpiewała również Ewa Farna, która wykonała oprócz tego coś swojego, pierwszy raz słyszałam ją na żywo i szczerze przyznam, że dziewczyna ma tak ogromny power w głosie, że niemal mnie zmiotła. Nie zabrakło też Mietka Szcześniaka i nieśmiertelnej "Dumki na dwa serca"... Cudownie!

Bardzo żałuję, że nie udało się podziękować Edycie osobiście, ale mam nadzieję, że jeszcze nic straconego, bo już czekam na kolejne spotkanie! 

Chciałabym napisać Wam coś więcej, ale nie umiem, naprawdę odebrało mi mowę. Moje największe muzyczne marzenie spełnione. Jeżeli ktokolwiek z Was zastanawia się, czy warto kupić bilet - nie wahajcie się! 

DZIĘKUJĘ! Było pięknie! 

Prawdopodobnie polubisz też:

0 komentarze

Polub mnie!

Instagram