„Janda to Janda. Ze wszystkimi konsekwencjami”, czyli Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

00:13

„Od wejścia na scenę przestaję istnieć. I świat przestaje istnieć. Nie zauważam, jak mijają dwie godziny. Schodzę ze sceny i wracam do życia. A te zapomnienia dwugodzinne przydarzają mi się już od czterdziestu lat do dzisiaj, i to jest najpiękniejsze”. (s. 489)

Rozpoczynam ten tekst już 37 raz i bynajmniej nie dlatego, że nie wiem, co powiedzieć - przeciwnie. Mam wrażenie, że tych wszystkich słów jest zbyt wiele. Koło mnie leży przecież książka, na którą czekałam od momentu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź. Miałam ją w rękach dzień przed oficjalną premierą i już wtedy mogłam się przekonać, że to będzie coś naprawdę doskonałego. Wywiad rzeka z aktorką, którą podziwiam i uwielbiam po stokroć! Jednak więcej o tym dlaczego Krystyna Janda przeczytać mogliście w poprzedniej notce.

Nic więc dziwnego, że o Pani zyskuje przy bliższym poznaniu po prostu muszę napisać. Poza tym jestem tą książką prawdziwie zachwycona. Czytałam niemal wszystkie publikacje (a może i bez „niemal”) na temat pani Krystyny. Niewiele może mnie (teoretycznie) zaskoczyć. A jednak ten wywiad-rzeka ma w sobie coś takiego, że zachwycałam się wciąż i wciąż, nawet tymi historiami, które znam już prawie na pamięć. Nie wiem w czym rzecz. Może w sposobie opowiadania. Uwielbiam, kiedy Krystyna Janda opowiada. A książka opracowana jest doskonale, przez co miałam wrażenie, że mówi do mnie bezpośrednio. Kapitalnie.



Jakiś czas temu czytałam inny wywiad-rzekę, z zupełnie inną osobą. Zdecydowanie zepsuły go nieciekawe, niewiele wnoszące pytania. Mówię o tym nie bez powodu. Uważam, że Katarzyna Montgomery świetnie poprowadziła tę rozmowę i dzięki temu wszystko tworzy cudowną całość, jest niesamowicie przyciągające i interesujące. Z pewnością warto wspomnieć również o wszystkich wycinkach z prasy, fragmentach felietonów, dziennika - to ogrom włożonej pracy, który z pewnością doceniają wszyscy, którzy sięgnęli po tę książkę.

Najbardziej łapczywie pochłonęłam część poświęconą Edwardowi Kłosińskiemu. Krystyna Janda przepięknie opowiada o tej miłości. Uczuciu, które jest tak cudowne, prawdziwe, niezwyczajne i jednocześnie zwyczajne, że aż brakuje słów.
Książka zawiera też monolog z filmu Tatarak. Choć przyznam, że tego fragmentu najbardziej się obawiałam, bo koniec końców łapie przecież za gardło i ściska okrutnie, jest w nim tyle prawdy, tyle emocji, że uważam jego publikację za potrzebne dopełnienie tej części.

Z ogromną przyjemnością przeczytałam również wszystko, co zostało powiedziane o spektaklu Danuta W. Przy okazji cały czas plułam sobie w brodę, że jeszcze go nie widziałam, w końcu już teraz mam pewność, że jest to coś genialnego. Nie wiem, jak robi to pani Krystyna, ale kiedy opowiada o sztuce, mam wrażenie, że siedzę na widowni. Niesamowita!

Udaje mi się czasem zabrać widzom na dwie godziny serce. I czuję to, wiem. (s. 504)
Kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie: To są dokładnie te słowa, które mam ochotę powiedzieć każdemu, kto mnie pyta z lekkim sarkazmem “co ty z tą Jandą, co ty z tym Bajorem?”. Właśnie to! Kiedy grają, piszą, mówią, śpiewają, zabierają mi serce. Robią z nim cudowne rzeczy. I jestem im po prostu za to ogromnie wdzięczna, ot co! Dostaję je później lżejsze, w świetnej formie. Doskonałe uczucie, polecam. :)

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu jest zbiorem cudownych opowieści, opinii, przemyśleń. Przeczytamy i o dzieciństwie, młodości, i o nauce zawodu, o ważnych rolach, najważniejszych osobach, przyjaźni, podróżach, teatrze, fundacji, sztuce..., ale z pewnością się nie zagubimy, ponieważ wszystko świetnie ze sobą współgra. Nie zabraknie śmiechu, wzruszeń i zamyśleń - zaręczam!

Ale to jest książka o Tobie.
Niestety, zapomniałam. To też jest męczące. I po co? Myślisz, że ludziom to do czegoś potrzebne?” (s. 15)

Oczywiście, że tak! Nam wszystkim, którzy po tę książkę sięgnęli z przyjemnością, jest to bardzo potrzebne. Jeżeli więc się wahacie, zachęcam przestać, przeczytać i się pozachwycać. Polecam! Na zdjęciach moja siostra i ja. Jandę mamy w genach. Zdjęcia robiła Marta, dzięki!

Prawdopodobnie polubisz też:

0 komentarze

Polub mnie!

Instagram