O sztuce prawienia komplementów

12:31

To co zrobiłaś jest świetne, jesteś sto razy lepsza od niej, serio.

W niektórych osobach istnieje przekonanie, że komplementują cię w momencie, kiedy porównują cię do innych i że wcale nie czujesz się kiepsko, kiedy obrażają kogoś, wychwalając cię pod niebiosa. Nie potrafię i nie chcę tego zrozumieć, mam ochotę po prostu zapytać, po co to wszystko, bo przecież trudno uwierzyć, że z dobroci serca.

Najbardziej i najczęściej widzę to w przypadku dwóch blogerek modowych. Serio, zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was to kiepski przykład, ale ile razy widziałam komentarze “Jesteś świetna! Nie to co Maffa”, “Rób tak dalej, w przeciwieństwie do Jess jesteś super!”, blablabla. I co? I to ma być niby komplement? Dosrać komuś, żeby pochwalić innego? Słabo nam idzie w te całe komplementy.

Gdzieś nas nauczono porównywania z innymi. Powiedziano, że tak należy. Ale jakże się mylono! Co nas obchodzi Marysia i Gośka? Naprawdę nic tak nie zmotywuje, jak dopowiedzenie, że Anka jest gorsza? Szczególnie jeżeli to ktoś bliski. Zresztą, bliski, dalszy, to nie jest ważne. Poczujemy się lepiej?

WCALE NIE! Ludzie, tak bardzo nie! Darujmy sobie to wieczne porównywanie, które nie potrafi zrobić nic, oprócz kompleksów. Ktoś jest w czymś po prostu super, niezależnie od tego, jak bardzo blisko czy daleko mu do Jolanty z Podkarpacia! Jest jednostką, niezależną, omiń Zosię, która coś podobnie, w tym samym kierunku… Ale gorzej!

Nie, wcale nie chwalisz mojej figury, jeżeli dodajesz na końcu, że przebijam Anżelę z Pcimia. Bo ona też ma, ale gorszą i w ogóle jest brzydka. I ja muszę o tym wiedzieć, i ma mnie to podbudować. A guzik! Anżela to nie ja, Anżela jest zupełnie inna i odwal się od jej figury, serio.


A jeżeli komuś to sprawia satysfakcję, to po prostu gratuluję. I nie dopowiem czego, bo byłoby to zbyt oczywiste. Miłego dnia.

Prawdopodobnie polubisz też:

0 komentarze

Polub mnie!

Instagram