Jerzy Stuhr i boska Meryl, czyli co mnie zachwyciło w ostatnim czasie

20:37


Gdybyście nie wiedzieli, co obejrzeć, chcę Wam troszkę pomóc...


Ostatnich 12 miesięcy obfitowało w cudowne wydarzenia, muzyczno-artystyczne spełnianie marzeń przerosło oczekiwania, zaczęło się przecież od trasy Love2Love, na którą czekałam od dzieciństwa, kolejny raz widziałam Michała Bajora na scenie, a jakiś czas temu miałam tę ogromną przyjemność usłyszeć na żywo Piosenki z teatru. Każdemu z Was polecam najmocniej ten recital Krystyny Jandy, nie mam słów, żeby opisać jak wspaniale było usłyszeć Wariatkę czy Na zakręcie na żywo! Całe wydarzenie jest fantastyczne, mogłabym w nim uczestniczyć codziennie. Ale o tym tylko słówko, bo zdecydowanie robię się monotematyczna. 

Muszę przyznać, że w ostatnim czasie trudno u mnie było z zachwytem nad filmami. Zwyczajnie nie trafiałam na perły, które by mnie przyciągnęły i o których pamiętałabym tygodniami. Ostatnio jednak obejrzałam dwie pozycje, które zdecydowanie mnie ujęły. 

Pierwszą z nich były Historie miłosne w reżyserii i wykonaniu Jerzego Stuhra. Zdaję sobie sprawę, że premiera miała miejsce w 1997 roku, ale po pierwsze - miałam 7 lat!, a po drugie (jak już wspominałam w notce o tym, dlaczego Krystyna Janda) dopiero od kilku lat nadrabiam polskie kino (i z filmu na film coraz bardziej je cenię i uwielbiam!). Jerzy Stuhr jest genialny! Zagrał 4 role i każdą w taki sposób, że nie sposób pomylić tych bohaterów ze sobą. Szczególnie ujął mnie wątek adiunkta i Ewy - doskonała scena w jego mieszkaniu, jestem urzeczona dialogiem! Wątek księdza proboszcza i jego córki jest również doskonale poprowadzony. Jedyne, co nie do końca mnie przekonało to wątek więźnia - nie chodzi o to, że nie był dobry, ale zupełnie mi ta rola nie pasowała do Jerzego Stuhra, nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Tak czy inaczej polecam wszystkim, którzy jeszcze nie widzieli!

- Ewa, czy ty się nie boisz? 
- To ty się boisz.

Drugi film jest już bardziej współczesny, wybrałam się do kina na Boską Florence. GENIALNE! Przede wszystkim role - Meryl Streep jest świetną aktorką, nikogo nie trzeba o tym przekonywać, więc spodziewałam się czegoś niezwykłego, ale zachwycili mnie również Hugh Grant i Simon Helberg. Nie jestem fanką pierwszego z wymienionych, ale zagrał tak cudownie, że chyba nią zostanę. Co do Simona Helberga - 35-latek zagrał niemalże chłopca i zrobił to niesamowicie. Jego mimika, jego głos, wszystko było perfekcyjnie. 

Nie mogę pominąć porównania do Boskiej!, gdzie Florence gra Krystyna Janda (kto by się spodziewał...). To znaczy nie mogę pominąć próby porównania, bo w mojej opinii nie do końca można to zrobić. Zarówno film, jak i spektakl są w moim odczuciu opowieścią o pięknym spełnianiu marzeń - mimo wszystkim przeciwnościom. Nie da się jednak pominąć, że spektakl to farsa, cudowna rzecz jasna, ale z tego względu trudno zrobić jakieś zestawienie tych ról. Film jest bowiem przepełniony refleksją, zmusza do przemyśleń, bywa okropnie smutny (przynajmniej dla mnie), w związku z czym odbieram go zupełnie inaczej. Ale wszystko koniecznie zobaczcie sami!

Co za dużo to niezdrowo, więc oszczędzę Wam dzisiaj opowieści o książkach. Jednak pamiętajcie, że warto sięgnąć po Ja, Fronczewski czy Ludzkie gadanie - bo warto!

Prawdopodobnie polubisz też:

0 komentarze

Polub mnie!

Instagram