Słowa, które musiały się w końcu pojawić

22:54


I potem jak wieść niesie, w maleńkiej kawiarence artyści i poeci sprzedają swoje serca. (sł. Marcin Sosnowski, muz. Grzegorz Turnau)


Kiedy tylko napisałam tekst, w którym zaznaczyłam, że chciałabym nieco zmienić (a właściwie rozszerzyć) tematykę tego miejsca i poświęcić go w głównej mierze na to, co sprawia mi najwięcej radości, zajmuje moją głowę i czas wolny, wiedziałam, że któregoś dnia powstanie właśnie ten post. Jeżeli znacie moje upodobania choć trochę, z pewnością nie zdziwią Was moje słowa - raczej fakt, że dopiero teraz postanowiłam powiedzieć coś więcej.

Osoba, o której chcę dzisiaj napisać, jest dla mnie wyjątkowa. I choć nigdy nie rozmawiałam z nią dłużej niż minutę, uwielbiam ją całą sobą. Co więcej, całkiem skutecznie roztapia to moje kamienne serce, zabiera je i naprawia, robi z nim fajne rzeczy, po czym oddaje, ale szybko zabiera je na kolejny serwis. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - ponieważ to Michał Bajor. Wystarczy.

Dla duszy gram / W cienistych słowo-sadach / Jej się spowiadam / Dla mojej duszy gram / Trójdźwiękiem - myśli, uczuć, tęsknień. (sł. Andrzej Poniedzielski, muz. Michał Bajor)

Tak, tak, wiem, można się było tego spodziewać. Moja miłość do tego, co robi Michał Bajor i do sposobu, w jaki to robi, jest powszechnie znana. Niestety, choć w wielu przypadkach mogę śmiało powiedzieć - uwielbiam i cenię od zawsze!, w tym przypadku mowa raczej o plus minus 10 latach nieprzerwanego uczucia (artystycznego). To niesamowite, co ten człowiek ze mną robi! Robi rzeczy piękne i budzi emocje, a to jest dla mnie najważniejsze, ale o tym nie opowiem więcej, wybaczcie.

Michał Bajor jest dla mnie artystą absolutnym. Nie tylko doskonale śpiewa, lecz także fenomenalnie gra, mistrzowsko przekazuje emocje na scenie, niezależnie od tego, czy stoi przy mikrofonie, czy odgrywa kolejną rolę. Bardzo żałuję, że - jak sam twierdzi - film trochę się na niego obraził. Zdecydowanie powinno się dla niego znaleźć miejsce w nowej produkcji. W końcu niejednokrotnie udowodnił, że jest odpowiednim człowiekiem na właściwym miejscu.

Niesamowicie cenię teksty o czymś. Jasne, nie znaczy to, że słucham samej poezji śpiewanej, ale teksty mnie ujmują. Dzięki temu, co śpiewa Michał Bajor, bliżej przyjrzałam się autorom. Wgłębiłam się w ich twórczość, poznałam mnóstwo świetnych utworów, zakochałam się w setkach słów. To, co zazwyczaj najbardziej kocham u Michała Bajora, pisze w dużej mierze Wojciech Młynarski, jest niesamowity, bardzo go podziwiam i polecam wszystkim zapoznanie się z tym, co tworzy.


I nic prócz małej chwilki żalu nie złączy nas, kochana, w tym dziwnym życiu, śmiesznym balu miłości niewyznanych. (muz. W. Korcz, sł. W. Młynarski).

Kocham ten literacki pop, głos Michała Bajora jest tak niesamowity, kojący, a jednocześnie emocjonujący, mocny. Nie można porównać tego, co dzieje się na scenie, z tym co znajduje się na płytach. Oczywiście studyjne wersje również są cudowne, ale to, co dzieje się ze mną na koncertach… Magia! Wierzę w to, co słyszę, czuję to i uwielbiam, tak bardzo uwielbiam!

Mam wrażenie, że Bajor potrafi wcielić się w każdą rolę i robi to świetnie. Polecam serdecznie więcej niż Nerona, bo choć fenomenalny, może być jeszcze lepiej! (Uwielbiam m.in. W biały dzień, dla mnie ten film to prawdziwa uczta!)

Każdy wywiad utwierdza mnie też w przekonaniu, że jest to człowiek niesamowicie mądry, serdeczny, mam wrażenie, że również ciepły, rodzinny… Taki, z którym chciałoby się gadać i gadać, bez przerwy. Poza tym cenię też fakt, że nie wiemy właściwie nic poza tym, co sam Michał Bajor chce nam powiedzieć, jego życie prywatne jest jak najbardziej prywatne i nie przeczytamy o nim na żadnym portalu plotkarskim, nie karmi się skandalem, tworzy z daleka od ścianek...


Jeszcze masz jakąś twarz, jakieś ciało / Celę, w której uwięził cię byt / Jeszcze się dotąd nic nie udało / Jedno wiesz, było głupio i wstyd / W pustych dni gęstą sieć zaplątany / W węzłach żył słyszysz szum ciemnej krwi / Nie ma prawd, nie ma kłamstw / Jedno wiesz, jesteś sam Pogodzony już z klęską ktoś... nikt… (sł. Jonasz Kofta, muz. Piotr Rubik)

W Michale Bajorze jest również coś nieodgadnionego. W jego spojrzeniu, gestach, uśmiechu. Nie umiem tego wytłumaczyć i nie chcę tutaj snuć domysłów, ale jest w tym jakaś taka… zadziorność. A że wizualnie również mi się najzwyczajniej podoba, ta cecha sprawia, że jest jeszcze bardziej przyciągający. ;)

Chyba wystarczy, choć wydaje mi się, że mogłabym godzinami. Mam nadzieję, że to trochę rozjaśni rozpływanie się nad koncertami i setki moich tweetów. Jest wiele osób, które podziwiam, a ich pracę i działalność uwielbiam, zachwycam się tym, bo tak czuję. Nie będę tego uciszać, ani zmuszać do kamiennej twarzy, bo komuś to nie pasuje.

Michał Bajor wśród tych osób zajmuje miejsce najważniejsze, jest moim artystycznym numerem jeden, artystą mojego życia i mam nadzieję, że choć jedna osoba po przeczytaniu tego tekstu, przesłuchaniu jego utworów lub obejrzeniu filmu stwierdzi, że było warto. Ja jestem pewna, że jest!

Właśnie wróciłam z kolejnego recitalu i kolejny raz czuję bez żadnej ściemy, że to jedne z najlepszych, jeżeli nie najlepsze artystyczne wydarzenia, w których biorę udział. Każde z nich jest dla mnie prawdziwą ucztą, są cudowne! Życzę Wam takich emocji jak najwięcej! :)

Prawdopodobnie polubisz też:

0 komentarze

Polub mnie!

Instagram