Ideał piękna nie zasługuje na szacunek

15:34

Photo by Cameron Kirby on Unsplash
Mogę Cię obrazić, żeby poczuć się lepiej.


Nie zliczę, ile razy usłyszałam już, że nie mogę się odzywać na temat sylwetek, rozmiarów, kształtów i wszystkiego, co jest z tym związane, bo noszę rozmiar 34. Niestety, muszę Was rozczarować, bo nie dość, że mogę się odzywać, to jeszcze bardzo chcę to zrobić.
Każdy shaming jest zły, o czym mówiłam już na blogu i zdania na ten temat nie zmieniam. Próbujemy poczuć się lepiej, obrażając, a nawet gnębiąc innych i uważamy, że nie ma w tym niczego złego. Wyznaczamy własne standardy i mówimy o nich tak, jakby były to prawdy objawione. Nic nas nie obchodzi, byleby się dowartościować. I robimy to na najniższym z poziomów.

Celem ataków są często szczupłe kobiety. Dbające o sylwetkę kobiety. Kobiety w rozmiarze zero. Wszystkie te, które wpisują się w ten znienawidzony i promowany przez media i modę "ideał piękna". Nieważne, czy takie się po prostu urodziły, czy na ten znienawidzony rozmiar zapracowały - NIE MAJĄ NIC Z KOBIETY! ICH ŻYCIE JEST PUSTE! 


Szczupłe rozmiary można bowiem oceniać, w przeciwieństwie do pełniejszych kształtów, bo wiadomo, że wieszak to nie obraza, ale beczka już tak. Można też oceniać poziom ich "kobiecości" i ich życiowe wartości, które są oczywiście puste. 

Ostatnio wysłuchałam na Insta Story jednej z blogerek długiego wywodu o tym, jak smutne jest życie kobiet, które dbają o siebie, siedzą godzinami na siłowni, wcierają olejki, uważają na to, co jedzą i mierzą swoje obwody - bo przecież tracą życie, które jest jedno i trzeba je spędzać lepiej, to znaczy tak, jak spędza je owa blogerka. Skoro te kobiety są szczupłe i o siebie dbają, to na pewno nie mają na nic innego czasu, robią to tylko dla innych, ciało jest dla nich numerem jeden i nie reprezentują sobą za wiele. Nie dopuszczamy też możliwości, że chcą tak żyć, dbanie o siebie sprawia im przyjemność, a kolejny widoczny mięsień przynosi radość - bo na niego pracują, a nie dlatego, że chcą go wyprężyć na Instagramie.

Przeczytałam też na jednym z blogów, że warto akceptować siebie i swoje ciało - oczywiście tylko wtedy, kiedy jest KOBIECE, to znaczy absolutnie oderwane od "ideału piękna", który taki nie jest, ponieważ jest szczupły, a na miano KOBIECYCH zasługują tylko krągłości i pełne kształty. 

Przy okazji kampanii niektóre blogerki i vlogerki odsłaniają swoje ciała na zdjęciach i nie widzę w tym nic złego, zupełnie, ale widzę już problem w tym, że nikt nie reaguje na komentarze: WOW! Jesteś piękna, tak wygląda prawdziwa kobieta, a nie wieszaki i kościotrupy! Dlaczego wszyscy milczą, skoro mówimy o AKCEPTACJI swojego ciała, a tak wielu ludzi jawnie pokazuje, że szczupłe dziewczyny nie powinny się akceptować? Smutne. 

Dlaczego "ideał piękna" nie zasługuje na szacunek? Dlaczego szczupłe kobiety nie mogą być kobiece, są takie tylko w małym procencie i muszą przytyć, by w ogóle się odezwać? Dlaczego próbujemy mówić o akceptacji, choć pozwalamy na zalewanie falą hejtu kogoś tylko dlatego, że ma mały biust i wąskie biodra? 


Kiedy zrozumiemy, że KOBIECE KSZTAŁTY to kształty KAŻDEJ KOBIETY? Że kobieta w rozmiarze zero, z ledwo widocznym biustem i wystającymi żebrami, może czuć się tak samo kobieco i pewnie, jak ta, która ma krągłe biodra i pełniejsze piersi? I ma do tego prawo, takie samo prawo!

Szkoda, że shaming stał się naszym chlebem powszednim. Szkoda, że o akceptacji tylko się krzyczy, ale mamy swoje warunki. Szkoda, że przykładamy rękę do tego, żeby ktoś czuł się źle i uśmiechamy się, bo dzięki temu czujemy się lepiej...

Prawdopodobnie polubisz też:

0 komentarze

Polub mnie!

Instagram