/Nie zadzieraj z fandomem

Nie zadzieraj z fandomem

Sprawa jest prosta, bierzesz imię/nazwisko/pseudonim swojego ulubieńca, dodajesz -tors lub -ersi i fandom gotowy. Teraz pozostają tylko koszulki, kubki, bransoletki i słownik wulgaryzmów. Nic prostszego. NA POHYBEL SEZONOWCOM.

Czasami błądzę w Internecie. Przede wszystkim dlatego, że czytam polskie trendy na Twitterze. Przeraża mnie to, jak bardzo zmieniło się pojęcie idola i fana. Przerażają mnie najgorliwsi członkowie fandomów. I w głowie się nie mieści, że można to członkostwo traktować TAK poważnie.

To nie tak, że fandom to zło

NIE. Bo każdy z nas takie zafascynowanie gwiazdą pewnie przechodził. W moich czasach kochałyśmy się grupowo w Iglesiasie, którego następnie wyparł Ivo Dicarlo i Leo DiCaprio. Albo odwrotnie. Tak jest, było i będzie tylko…

Tylko teraz to angażowanie się wygląda nieco inaczej. Agresywniej. Bo mamy więcej miejsc do tego, żeby złość wypisać. I zapoznajemy się z większą liczbą opinii o idolu. Wystarczy spojrzeć czasami na najpopularniejsze polskie trendy na Twitterze i wejść troszkę głębiej, by przekonać się, że najgorliwsi poświęcili dla idola również zdrowy rozsądek.

W poprzednim sezonie Rodzinki.pl (albo jeszcze wcześniejszym, nie pamiętam), jeden z Boskich powiedział, że nie chce oglądać koncertu Justina Biebera. Borzezielony, co za drama. Oczywiście serial należy zbojkotować. Oczywiście scenarzyści to idioci. Oczywiście był to skandal i zdecydowanie przegięcie. JAK TAK MOŻNA? Ano, można. Po prostu. Coś się lubi albo nie. I nikt nie powiedział przecież złego słowa, nie obraził, nie zwyzywał, w czym więc problem? W końcu, co nas to tak naprawdę obchodzi?

Ostatnio jedna z młodszych youtuberek powiedziała gdzieś przelotnie, że Ktoś Tam (szczerze nie mam pojęcia kto i kim jest) jest jej mężem. Tak zwyczajnie, żartobliwie, bezproblemowo (mogłoby się wydawać). Później, gdzieś w trakcie przemierzania Internetu, trafiłam na jej aska i oczom uwierzyć nie mogłam! „Co ty !@#$%^ wiesz o tym fandomie?”, „Od!@##$% się od niego, w ogóle !@#$%^ wiesz kim on jest?”, „Niepotrzebni nam !@#$%^ sezonowcy!!!”… Yyyyyyyy? Serio?

Spróbuj też powiedzieć KUCYK PONY. Bo wiesz, one też mają swój fandom, naprawdę. Jeżeli popełnisz tę rażącą pomyłkę, musisz zostać zwyzywany. Tak dla zasady. Ponieważ jakimś cudem ośmieliłeś się nie zainteresować głębiej tematyką.

Sezonowcy

Trudno również powiedzieć, co jest gorsze: wejście do fandomu czy wyjście z niego. W pierwszym przypadku najprawdopodobniej jesteś sezonowcem, ponieważ nie słuchałeś/oglądałeś/czytałeś od kołyski swojego idola. Nie można przecież zacząć kogoś lubić, kiedy jest już popularny. Okrutny błąd. Jeżeli natomiast stwierdzasz, że fandom nie jest już dla ciebie, bo wyrosłeś, nie bawi cię to, nie chcesz – nigdy w fandomie nie byłeś, fanem też nie, właściwie to odebrane zostaje ci prawo do słuchania/czytania/oglądania. Bo tak.

Spokojnie, to tylko fandom

To naprawdę fajnie, że istnieją te fandomy, jesteśmy może już trochę starsi, ale doskonale rozumiemy, o co chodzi. Wiemy dlaczego, wiemy też po co. I, jak już wspomniałam na początku, pewnie każdy z nas kiedyś szalał w ten sposób za kimś znanym. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jakie rozmiary to przybiera w niektórych przypadkach i jak groźne się staje. Nikt, niezależnie od wieku, fandomu czy preferencji, nie ma prawa obrażać kogoś (nie przebierając w słowach), bo powiedział, że nie lubi Jana Kowalskiego bądź kocha go ponad życie od wczoraj. I nie traktujcie tego jako najazd na młode osoby, ponieważ wcale nie tak rzadko bitwy prowadzą poważne 20-stki, a to jest najbardziej nie do pojęcia.

Pytanie brzmi tylko: Po co to wszystko? Lub i daj (nie) lubić innym. Proste?