/„Janda to Janda. Ze wszystkimi konsekwencjami”, czyli Pani zyskuje przy bliższym poznaniu
pani zyskuje przy bliższym poznaniu Krystyna Janda

„Janda to Janda. Ze wszystkimi konsekwencjami”, czyli Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

„Od wejścia na scenę przestaję istnieć. I świat przestaje istnieć. Nie zauważam, jak mijają dwie godziny. Schodzę ze sceny i wracam do życia. A te zapomnienia dwugodzinne przydarzają mi się już od czterdziestu lat do dzisiaj, i to jest najpiękniejsze”. (s. 489)

Rozpoczynam ten tekst już 37 raz i bynajmniej nie dlatego, że nie wiem, co powiedzieć – przeciwnie. Mam wrażenie, że tych wszystkich słów jest zbyt wiele. Koło mnie leży przecież książka, na którą czekałam od momentu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź. Miałam ją w rękach dzień przed oficjalną premierą i już wtedy mogłam się przekonać, że to będzie coś naprawdę doskonałego. Wywiad rzeka z aktorką, którą podziwiam i uwielbiam po stokroć! Jednak więcej o tym, dlaczego Krystyna Janda, przeczytać możecie w innej notce.

Czy Pani zyskuje przy bliższym poznaniu?

Nic więc dziwnego, że o Pani zyskuje przy bliższym poznaniu po prostu muszę napisać. Poza tym jestem tą książką prawdziwie zachwycona. Czytałam niemal wszystkie publikacje (a może i bez „niemal”) na temat pani Krystyny. Niewiele może mnie (teoretycznie) zaskoczyć. A jednak ten wywiad-rzeka ma w sobie coś takiego, że zachwycałam się wciąż i wciąż, nawet tymi historiami, które znam już prawie na pamięć. Nie wiem, w czym rzecz. Może w sposobie opowiadania. Uwielbiam, kiedy Krystyna Janda opowiada. A książka opracowana jest doskonale, przez co miałam wrażenie, że mówi do mnie bezpośrednio. Kapitalnie.

Celne pytania są kluczem do sukcesu

Jakiś czas temu czytałam inny wywiad-rzekę, z zupełnie inną osobą. Zdecydowanie zepsuły go nieciekawe, niewiele wnoszące pytania. Mówię o tym nie bez powodu. Uważam, że Katarzyna Montgomery świetnie poprowadziła tę rozmowę i dzięki temu wszystko tworzy cudowną całość, jest niesamowicie przyciągające i interesujące. Z pewnością warto wspomnieć również o wszystkich wycinkach z prasy, fragmentach felietonów, dziennika – to ogrom włożonej pracy, który z pewnością doceniają wszyscy, którzy sięgnęli po tę książkę.

Opowieść o miłości

Najbardziej łapczywie pochłonęłam część poświęconą Edwardowi Kłosińskiemu. Krystyna Janda przepięknie opowiada o tej miłości. Uczuciu, które jest tak cudowne, prawdziwe, niezwyczajne i jednocześnie zwyczajne, że aż brakuje słów.
Książka zawiera też monolog z filmu Tatarak. Choć przyznam, że tego fragmentu najbardziej się obawiałam, bo koniec końców łapie przecież za gardło i ściska okrutnie, jest w nim tyle prawdy, tyle emocji, że uważam jego publikację za potrzebne dopełnienie tej części.

Krystyna Janda na scenie

Z ogromną przyjemnością przeczytałam również wszystko, co zostało powiedziane o spektaklu Danuta W. Przy okazji cały czas plułam sobie w brodę, że jeszcze go nie widziałam, w końcu już teraz mam pewność, że jest to coś genialnego. Nie wiem, jak robi to pani Krystyna, ale kiedy opowiada o sztuce, mam wrażenie, że siedzę na widowni. Niesamowita!
(Edit: Spektakl widziałam, uwielbiam, potwierdzam, że to naprawdę coś niesamowitego!)

„Udaje mi się czasem zabrać widzom na dwie godziny serce. I czuję to, wiem”. (s. 504)

Kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie: To są dokładnie te słowa, które mam ochotę powiedzieć każdemu, kto mnie pyta z lekkim sarkazmem “co ty z tą Jandą, co ty z tym Bajorem?”. Właśnie to! Kiedy grają, piszą, mówią, śpiewają, zabierają mi serce. Robią z nim cudowne rzeczy. I jestem im po prostu za to ogromnie wdzięczna, ot co! Dostaję je później lżejsze, w świetnej formie. Doskonałe uczucie, polecam. 🙂

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu jest zbiorem cudownych opowieści, opinii, przemyśleń. Przeczytamy i o dzieciństwie, młodości, i o nauce zawodu, o ważnych rolach, najważniejszych osobach, przyjaźni, podróżach, teatrze, fundacji, sztuce…, ale z pewnością się nie zagubimy, ponieważ wszystko świetnie ze sobą współgra. Nie zabraknie śmiechu, wzruszeń i zamyśleń – zaręczam!

„Ale to jest książka o Tobie.
Niestety, zapomniałam. To też jest męczące. I po co? Myślisz, że ludziom to do czegoś potrzebne?” (s. 15)

Oczywiście, że tak! Nam wszystkim, którzy po tę książkę sięgnęli z przyjemnością, jest to bardzo potrzebne. Jeżeli więc się wahacie, zachęcam przestać, przeczytać i się pozachwycać. Polecam! Na zdjęciach moja siostra i ja. Jandę mamy w genach. Zdjęcia robiła Marta, dzięki!