/Ideał piękna nie zasługuje na szacunek
Ideał piękna nie zasługuje na szacunek

Ideał piękna nie zasługuje na szacunek

Ideał piękna nie zasługuje na szacunek, a ja mogę Cię obrazić, żeby poczuć się lepiej.

Nie zliczę, ile razy usłyszałam już, że nie mogę się odzywać na temat sylwetek, rozmiarów, kształtów i wszystkiego, co jest z tym związane, bo noszę rozmiar 34. Niestety, muszę Was rozczarować, bo nie dość, że mogę się odzywać, to jeszcze bardzo chcę to zrobić.

Shaming zawsze jest zły

Każdy shaming jest zły, o czym mówiłam już na blogu i zdania na ten temat nie zmieniam. Próbujemy poczuć się lepiej, obrażając, a nawet gnębiąc innych i uważamy, że nie ma w tym niczego złego. Wyznaczamy własne standardy i mówimy o nich tak, jakby były to prawdy objawione. Nic nas nie obchodzi, byleby się dowartościować. I robimy to na najniższym z poziomów.

Celem ataków są często szczupłe kobiety. Dbające o sylwetkę kobiety. Kobiety w rozmiarze zero. Wszystkie te, które wpisują się w ten znienawidzony i promowany przez media i modę “ideał piękna“. Nieważne, czy takie się po prostu urodziły, czy na ten znienawidzony rozmiar zapracowały: NIE MAJĄ NIC Z KOBIETY! ICH ŻYCIE JEST PUSTE!

“Ideał piękna” można oceniać

Szczupłe rozmiary można bowiem oceniać, w przeciwieństwie do pełniejszych kształtów, bo wiadomo, że wieszak to nie obraza, ale beczka już tak. Można też oceniać poziom ich “kobiecości” i ich życiowe wartości, które są oczywiście puste.

Ostatnio wysłuchałam na Insta Story jednej z blogerek długiego wywodu o tym, jak smutne jest życie kobiet, które dbają o siebie, siedzą godzinami na siłowni, wcierają olejki, uważają na to, co jedzą i mierzą swoje obwody. Przecież tracą życie, które jest jedno i trzeba je spędzać lepiej, to znaczy tak, jak spędza je owa blogerka. Skoro te kobiety są szczupłe i o siebie dbają, to na pewno nie mają na nic innego czasu, robią to tylko dla innych, ciało jest dla nich numerem jeden i nie reprezentują sobą za wiele. Nie dopuszczamy też możliwości, że chcą tak żyć, dbanie o siebie sprawia im przyjemność, a kolejny widoczny mięsień przynosi radość – bo na niego pracują, a nie dlatego, że chcą go wyprężyć na Instagramie.

Akceptacja tylko dla wybranych

Przeczytałam też na jednym z blogów, że warto akceptować siebie i swoje ciało – oczywiście tylko wtedy, kiedy jest KOBIECE, to znaczy absolutnie oderwane od “ideału piękna”, który taki nie jest, ponieważ jest szczupły, a na miano KOBIECYCH zasługują tylko krągłości i pełne kształty.

Przy okazji kampanii niektóre blogerki i vlogerki odsłaniają swoje ciała na zdjęciach i nie widzę w tym nic złego, zupełnie, ale widzę już problem w tym, że nikt nie reaguje na komentarze: WOW! Jesteś piękna, tak wygląda prawdziwa kobieta, a nie wieszaki i kościotrupy! Dlaczego wszyscy milczą, skoro mówimy o AKCEPTACJI swojego ciała, a tak wielu ludzi jawnie pokazuje, że szczupłe dziewczyny nie powinny się akceptować? Smutne.

Dlaczego “ideał piękna” nie zasługuje na szacunek? Dlaczego szczupłe kobiety nie mogą być kobiece, są takie tylko w małym procencie i muszą przytyć, by w ogóle się odezwać? Dlaczego próbujemy mówić o akceptacji, choć pozwalamy na zalewanie falą hejtu kogoś tylko dlatego, że ma mały biust i wąskie biodra?

Kiedy zrozumiemy, że KOBIECE KSZTAŁTY to kształty KAŻDEJ KOBIETY? Że kobieta w rozmiarze zero, z ledwo widocznym biustem i wystającymi żebrami, może czuć się tak samo kobieco i pewnie, jak ta, która ma krągłe biodra i pełniejsze piersi? I ma do tego prawo, takie samo prawo!

Szkoda, że shaming stał się naszym chlebem powszednim. Szkoda, że o akceptacji tylko się krzyczy, ale mamy swoje warunki. Szkoda, że przykładamy rękę do tego, żeby ktoś czuł się źle i uśmiechamy się, bo dzięki temu czujemy się lepiej…