/Od Kofty do Korcza, czyli do trzech razy Sztuka!
Od Kofty do Korcza Michał Bajor

Od Kofty do Korcza, czyli do trzech razy Sztuka!

1,5 roku temu po powrocie z kolejnego recitalu “Moja miłość” napisałam słowa, które musiały się tutaj pojawić. Jakiś czas później Michał Bajor pożegnał się z tym tytułem, a w październiku zeszłego roku rozpoczął kolejną trasę – wymarzoną trasę jego publiczności, recitale jubileuszowe.

Michał Bajor spełnia marzenia publiczności

Wyobraźcie sobie, że Wasz ulubiony artysta jest bardzo profesjonalny, obowiązkowy, co dwa lata wydaje płyty, przez dwa sezony śpiewa je na żywo na recitalach, jednocześnie pracując już nad nowym materiałem. Nie da się? Oczywiście, że się da! Tak pracuje Michał Bajor.

Załóżmy, że Wasz ulubiony artysta ma na swoim koncie 19 płyt. Ileż to jest wspaniałych piosenek! Z każdej z nich macie jakieś ulubione, ukochane utwory, najbliższe Waszemu sercu. Tworzycie playlisty, słuchacie ich i marzycie o tym, żeby kiedyś usłyszeć je wszystkie na żywo.

Pójdźmy o krok dalej – wyobraźcie sobie, że nagle na jednym z recitali Wasz ulubiony artysta ogłasza, że nagrywa swoje największe przeboje na nowo. I dowiadujecie się, że płyta oraz trasa, na którą czekacie od lat, jest w zasięgu ręki. Wyobraźcie sobie również, że w końcu widzicie tracklistę i okazuje się, że są na niej właściwie WSZYSTKIE piosenki, które kochacie! – nie da się? Oczywiście, że się da! Tak moje muzyczne marzenie spełnił Michał Bajor.

Pierwsze bilety kupiłam na listopadowy recital w Imparcie, trasa zaczynała się w październiku, śledziłam opinie, choć wiedziałam, że czeka mnie coś niesamowitego i przebierałam nogami, nie mogąc się doczekać.

TO BYŁ RECITAL MOJEGO ŻYCIA

Powtarzam to często, powtórzę jeszcze raz – na płytach Michał Bajor brzmi bardzo dobrze, lubię te studyjne nagrania, jednak absolutnie żadne nagranie nie oddaje tego, jak niesamowity jest na żywo. Oprócz perfekcyjnej dykcji, doskonałej interpretacji, świetnej mimiki dostajemy taką dawkę emocji, której nie da się opisać słowami. A kameralna część recitalu, gdzie artyście towarzyszy tylko jeden muzyk i fortepian, to prawdziwe mistrzostwo świata.

Byłam przejęta, maksymalnie zestresowana, przepełniona najwspanialszymi emocjami (myślę, że tylko osoby, które stresują się wydarzeniami kulturalnymi ze względu na emocje, zrozumieją, co czułam i dlaczego po wspaniałym koncercie byłam wrakiem) i w całym tych zachwycie stanęłam przed słynnym stolikiem, za którym siedział Michał Bajor, potknęłam się o nóżkę (trudno!), wylałam z siebie potok jakichś z pewnością niezrozumiałych słów i… właściwie nic nie pamiętam. 🙂 Naprawdę można się upić emocjami, jestem najlepszym przykładem.

Widziałam recital “Od Kofty do Korcza” trzykrotnie. Czy to nie świadczy o tym, jak wspaniałe jest to wydarzenie? Za drugim razem byłam już znacznie spokojniejsza, początkowe emocje opadły i choć nadal byłam zachwycona, przynajmniej rozmowy pokoncertowe z Michałem Bajorem nie są już tak stresujące i nawet pamiętam, co mówię… Cóż, może w końcu trening uczynił mistrza.

Do trzech razy Sztuka!

Kiedy wybierałam się na recital po raz trzeci, byłam przekonana, że niczym już mnie ten tytuł nie zaskoczy. Ba, założyłam nawet, że się z tym recitalem już żegnam, że ileż można, że to niezdrowe. Pojechałam do Jeleniej Góry, gdzie sala jest znacznie mniejsza niż te wrocławskie, a koncert znacznie bardziej kameralny. I ta kameralność sprawiła, że trzeci, ten “nicmnieniezaskoczy”, recital był najpiękniejszym.

Nie byłam już tak przejęta jak za pierwszym razem, więc było we mnie więcej spokoju, co sprawiło, że zupełnie inaczej odebrałam każdą piosenkę, choć przecież słyszałam je na żywo już wcześniej. Poza tym tego dnia Michał Bajor śpiewał pięknie, pewnie, emocjonalnie – ale nie pomyślcie sobie, że zazwyczaj tak nie jest, te recitale są pełne emocji, a Bajor na scenie jest geniuszem, mistrzem, WSZYSTKIM!, jednak było coś niezwykłego w tym dniu. Coś, co sprawiło, że po głowie chodziło mi tylko jedno słowo: PRZEPIĘKNIE. Wzruszał, bawił, nawet pomyłkę w tekście naprawił przecudownie i bez problemu. W tym koncercie było coś takiego, co sprawiło, że nie chcę się żegnać z tym tytułem.

Bardzo dziękuję Panu Michałowi, za emocje, bo to najcenniejsze, co można dostać od Artysty. Poza tym mojej siostrze, Martynie i Żan za towarzyszenie mi na tych cudownych recitalach!

Do trzech razy Sztuka? Kto to wie…