/Hand lettering #1 – słowem wstępu

Hand lettering #1 – słowem wstępu

Hand lettering definiowany jest różnie – często jako oszukana kaligrafia, czasami jako liternictwo… Zresztą, teoria chyba nie jest tak ważna. Istotniejsza jest dobra zabawa i dużo, dużo praktyki!

Na czym polega hand lettering? Przedstawię Wam moją definicję: Bierzesz dowolny cytat, słowo, hasło i zapisujesz je… jak chcesz. Pełna dowolność. Tworzysz własne fonty, bawisz się, próbujesz. Używasz profesjonalnych pisaków albo nie. Kupujesz specjalny tusz albo korzystasz tylko z ołówka. To rodzaj nowoczesnej kaligrafii. Nic nie musi być równiutkie, takie samo, chodzi po prostu o to, żeby nadać słowom kształt.

Hand lettering wcale nie jest taki prosty

Zerkam na mój profil na Instagramie, ponieważ pamiętam, że zamieszczałam tam moje pierwsze próby hand letteringu. Internet wskazuje, że zaczęłam w okolicach listopada 2015 roku, można więc powiedzieć z całą pewnością, że rysuję litery od 3 lat.

Wszystko zaczęło się od podglądania pięknego bullet journala u Boho Berry. Spodobał mi się taki kreatywny sposób planowania. Im więcej planerów widziałam, tym bardziej kusił mnie hand lettering.

Nie wiedziałam do końca, jak się za to zabrać. Chciałam po prostu spróbować. W związku z tym zaczęłam niemal 1:1 przerysowywać jakieś hasła: z internetu, z zeszytu, z koszulki. Szło to koszmarnie, ale dawało jakąś tam radochę i odprężenie.

(Całkiem niedawno wróciłam do tych starych prac i zrobiłam powtórkę. Mam nadzieję, że widać, które są nowsze…)

Zapał trochę mi zgasł, bo pisanie sztampowych hasełek nie było dla mnie. Wcale mnie to nie bawiło tak, jak mogło. Odsunęłam to na bok, zajęłam się własnym bullet journalem, kolorowankami czy rysowaniem mandali – szukałam wtedy bardzo intensywnie nowych zainteresowań i próbowałam wielu nowych rzeczy. Jednak nadal przeglądałam profile ludzi rysujących/malujących litery i bardzo mnie do tego ciągnęło.

Przełom

Około 1,5 roku temu postanowiłam więc wziąć udział w wyzwaniu handletteringowym na jakiejś grupie. Po trzecim dniu miałam dość – zadanie polegało na zapisywaniu fragmentu wskazanej piosenki, a ja tych piosenek wcale nie lubiłam.

Wtedy mnie olśniło – kocham polską piosenkę, uwielbiam słowa, dlaczego więc nie połączyć tego z moim hand letteringiem? Machina ruszyła na dobre. Kupiłam pierwszy notes, w którym zaplanowałam codzienne ćwiczenia, wyłapywałam ulubione zdania i w końcu zaczęłam odczuwać z tego wszystkiego tyle radości, że hand lettering zagościł u mnie na dobre. Razem z wieloma pisakami, które mi go znacznie ułatwiają. Jestem od takich zakupów nieco uzależniona, ale zawsze sobie powtarzam, że w hobby zdecydowanie warto inwestować. 🙂

Nie mam ładnego charakteru pisma, skrobię jak kura pazurem, zawsze zazdrościłam ludziom, którzy pisali pięknie. Mój krój się co prawda nie zmienił, ale przynajmniej od czasu do czasu mogę coś napisać całkiem ładnie. I być z tego całkiem zadowolona. W bonusie z całkiem sporą porcją relaksu. 

CDN