/Bullet journal #2 – zajrzyjmy do środka

Bullet journal #2 – zajrzyjmy do środka

W poprzednim poście na ten temat, wspominałam o tym, czym jest bullet journal teoretycznie i jaką funkcję pełni w codziennym ogarnianiu mojego życia. Dzisiaj zajrzymy do środka i pokażę Wam, jak planuję, co zapisuję i wyjaśnię dlaczego. Zapraszam!

Chyba już wspominałam, że zanim znalazłam idealny układ i zorientowałam się, czego dokładnie potrzebuję, miałam jakieś 152 próby. Oczywiście nie każdego czeka taka długa droga, więc nie zniechęcajcie się. Początkowo chciałam po prostu zbyt wiele. Zapisywałam rzeczy, które zupełnie nie były mi potrzebne. Poza tym nie do końca podobało mi się to, że tak zwane kolekcje (listy filmów do obejrzenia, książek do przeczytania itd.) trzeba przepisywać z zakończeniem notesu. Dlatego podzieliłam mój bujo na dwie części. W jednym notatniku planuję pracę, codzienne obowiązki, spotkania itd., a w drugim – takim, który nieprzerwanie prowadzę 2015 roku – zapisuję wszystkie rzeczy związane (bardziej lub mocniej) z kulturą. Od niedawna mam też 3 notatnik do blogowania, ale jest tak niewielki i tak nieciekawy wizualnie, że nie ma się właściwie czym chwalić. 😉

Bullet journal 1 – układ

Dzisiaj jednak notatnik z kolekcjami pominiemy i przejdziemy do tego, jak planuję miesięcznie. Z pewnością wyjaśni to, dlaczego zajmuje mi to niewiele czasu.

Strona tytułowa

Wyżywam się artystycznie na stronie tytułowej miesiąca. Może nie w listopadzie, ale zazwyczaj trochę szaleję, czasami nawet rysuję, a naprawdę tego nie potrafię. W tym notatniku postanowiłam zamieszczać cytaty związane z danym miesiącem. W listopadzie padło oczywiście na Bar pod zdechłym psem Broniewskiego.

Kalendarz

Następnie rozrysowuję sobie kalendarz, do którego wpisuję wszystkie wydarzenia, które mają konkretną datę.

Wydarzenia miesiąca i nastrój

Kolejne dwie strony to spis wszystkich rzeczy, które muszę zrobić w danym miesiącu (od rachunków po telefony, spotkania czy wizyty u lekarza). Zapisuję je w formie listy i zakreślam iksem to, co już zrobione/zapłacone. Kolejna strona to nastrój, choć u mnie wygląda to nieco inaczej. Nie zapisuję mojego nastroju, a raczej fakt, jak czułam się fizycznie. Jestem meteopatką, dodatkowo stres objawia się u mnie raczej fizycznie, więc dzięki temu mogę później skonfrontować samopoczucie z pogodą czy czasem w miesiącu i więcej dowiedzieć się o sobie. To naprawdę pomocne.

Nawyki (habit tracker) i „tygodniówki”

Habit tracker, czyli miejsce, w którym można śledzić budowanie nawyków, jest dla mnie bardzo ważne. Sam temat na tyle mnie zainteresował, że kiedy tylko dowiedziałam się, jak „zdobywać” nowe nawyki, od razu zaczęłam wcielać to w życie. Dzięki temu trackerowi widzę, co idzie mi dobrze, co gorzej, czasami to pozwala mi zdecydować, co tak naprawdę chcę wyćwiczyć. Często sprawia to też, że przypominam sobie o tym, co chcę robić, zanim wejdzie mi to w krew. Wybaczcie mi kiepską edycję. Pod różowymi plamami jest to, nad czym pracuję i o czym chcę pamiętać.

Ostatnią częścią jest natomiast tygodniówka, choć od jakiegoś czasu nie planuję tygodniami, ponieważ każdego dnia wykonuję różną liczbę zadań i nie chcę niepotrzebnie tracić miejsca. Dlatego zapisuję dzień po dniu, bez podziału na tygodnie.

 

Jak więc widzicie, wcale nie jest tego dużo, wcale nie wymaga to umiejętności plastycznych i spędzania nad tym długich godzin, a naprawdę ułatwia życie. 🙂

Planujecie? Sami tworzycie planer czy korzystacie z gotowych rozwiązań?