/Muzyczna podróż w przeszłość

Muzyczna podróż w przeszłość

Na blogu ostatnio jest bardzo muzycznie i kiedy tak o tym wszystkim myślę, wynika to prawdopodobnie z tego, że do muzyki jest mi najbliżej. Kocham książki, filmy, uwielbiam teatr, ale to muzyka zazwyczaj daje mi najwięcej emocji.

W związku z powyższym ciągle gdzieś miałam moich najbliższych muzycznie artystów, a wydaje mi się, że nie w każdym okresie potrafiłam wskazać ulubionego pisarza czy aktorkę. To nie tak, że ja muszę mieć kogoś naj, że potrzebuję takiego artysty, to wszystko przychodzi samo, zazwyczaj po prostu orientuję się w którymś momencie, że tak jest. Zabiorę więc Was dzisiaj w muzyczną podróż w czasie.

To nie ja byłam Edytą Górniak

Moją pierwszą artystyczną miłością była Edyta Górniak. Jest nią nadal, jestem stała w uczuciach. Kiedy miałam 4, może 5 lat zapraszałam rodzinę i sąsiadów, żeby im śpiewać (z pewnością uroczo), że jestem kobietą, ale to nie ja byłam Ewą. Te moje wyjce miały sens, musiałam ćwiczyć, bo w przyszłości bardzo chciałam zostać Edytą właśnie. Cóż, nie zostałam, choć naprawdę się wtedy starałam!

W tamtym czasie uwielbiałam również Anitę Lipnicką, która wtedy śpiewała z Varius Manx. Moja kuzynka dbała o to, żebym słuchała dobrych rzeczy, więc ukochałam sobie także Kasię Nosowską (szczególnie „List”) i Edytę Bartosiewicz. Kasię Kowalską też! Całkiem nieźle mi szło z tymi artystami, jak tak teraz myślę. A mówię tylko o tych naj, naj!

Spadnijmy w dóóół

Później poszłam z prądem, bo kiedy miałam 10 lat, wyszła ta słynna płyta – Ad. 4 od Ich Troje. Szaleństwo się zaczęło i radośnie w nim uczestniczyłam. Nie na długo mnie to wszystko porwało, choć wiele piosenek jest dla mnie sentymentalnych do tej pory i słucham ich od czasu do czasu. Przy okazji też dopadło mnie ogólne uwielbienie dla Enrique Iglesiasa, które jak szybko przyszło, tak szybko przeminęło i po nim nie zostało właściwie nic.

Cześć, Robert!

Mniej więcej w tym samym czasie rozkwitała nowa, wieloletnia miłość muzyczna i moim sercem zawładnął Robert Gawliński. Zawsze, ale to zawsze będzie dla mnie artystą bardzo ważnym, choć nie słucham go już tak namiętnie, jak kiedyś. Uwielbiałam go, jego słowa, muzykę i głos. Zresztą nadal uwielbiam! Tylko może już nie tak intensywnie. Być może już oczekuję czegoś innego od muzyki. Jednak wciąż ciepło robi mi się na sercu, gdy słyszę np. „O sobie samym”.

Dobre strony reality show

Pamiętacie może program „Bar”? W którymś sezonie nazywał się on chyba Bar VIP i pojawili się tam dwaj bracia… Wydaje mi się, że to był rok 2004. Całkiem dawno, ale doskonale pamiętam, że nie znałam wcześniej Cugowskich zbyt dobrze. Piotr zrobił na mnie duże wrażenie wizualnie, ale muszę przyznać, że go nie polubiłam. Myślałam sobie, że Wojtek jest taki sympatyczny, a Piotr… nooo nie do końca. Do czasu aż nie wszedł na scenę i nie zaśpiewał. To była najpewniej „Szara twarz”. Zwalił mnie z nóg. CO ZA GŁOS!!! Zakochałam się z miejsca. Skubany, nie dość, że taki zdolny, to jeszcze taki przystojny! Wiem, wiem, to niby nie powinien być wyznacznik niczego, ale kamaaan – miałam 14 lat. Bracia zdetronizowali wszystkich, których słuchałam. Później trochę skręcili muzycznie, ale do dzisiaj kocham głos Piotra, słucham, zachwycam się i rozpływam. Lata mijają, ale to nie mija. Wręcz przeciwnie!

Moja miłość największa

Dwa lata później poznałam bliżej muzykę Michała Bajora… Cóż ja mogę powiedzieć. Znacie tę historię (jeśli nie znacie, odsyłam Was do wpisu w całości temu poświęconego). Nie znaczy to też, że zakochałam się z miejsca i wszyscy inni artyści zeszli na drugi plan. Wcale nie. Nadal najbliższy muzycznie był mi Piotr Cugowski, ale w którymś momencie zorientowałam się, że wszystko, czego oczekuję od muzyki i od artysty mieści się w Michale Bajorze właśnie. I im dłużej i głębiej się nad tym zastanawiałam, tym pewniejsza byłam, kto jest artystą mojego życia. 

Od tego czasu nic się nie zmienia. To nie jest tak, że nikt inny mnie nie zachwyca, przeciwnie. Ostatnio na podium stoi Janusz Radek, od którego naprawdę nie mogę się uwolnić. Mogłabym tutaj wymienić mnóstwo artystów, których kocham miłością wielką. Jednak mówimy tutaj o tych sercu najbliższych i kiedyś ta bliskość zmieniała się jakoś szybciej. Nic w tym dziwnego, szukałam. I znalazłam. I bardzo to jest miłe uczucie.

Macie swojego ulubionego artystę? Czy to się zmienia, czy może jesteście wierni jednemu artyście od zawsze?