/Tam dom Twój, gdzie książki Twoje (czyli 2018 rok czytelniczo)

Tam dom Twój, gdzie książki Twoje (czyli 2018 rok czytelniczo)

Banalne czy nie – kocham książki! Cieszę się, że wyrobiłam w sobie nawyk codziennego czytania i jeśli nie przeczytam chociaż strony, jest mi najzwyczajniej nieswojo i źle. Nie znaczy to jednak, że nic nie robię, tylko siedzę z nosem w lekturze, bo dbam również o inne zainteresowania, a doba nadal ma tylko 24 godziny.

Książki w 2018 roku

Zapisuję, co przeczytałam. Po pierwsze lubię wiedzieć, po drugie nie przepadam za czytaniem książek kilkakrotnie, a zdarza mi się zapomnieć, że coś już za mną i dopiero w trakcie orientuję się, dlaczego tej książki zwyczajnie nie zapamiętałam. Dzięki temu mogę podsumować 2018 rok, co z przyjemnością uczynię. Zaczynamy!

Trochę statystyk

Ale tylko trochę, właściwie chciałam tylko powiedzieć, że przeczytałam 56 książek, co znaczy, że nieświadomie ukończyłam wyzwanie 52 książek w ciągu roku, w którym nie uczestniczyłam. Co istotne (a przynajmniej tak mi się wydaje), 20 książek z tych 56 przeczytałam w formie papierowej, reszta to e-booki. Przyznam, że nie miałam pojęcia, jak to u mnie wygląda i trochę mnie to zaskoczyło, ale nie da się ukryć, że w wielu sytuacjach czytnik wydaje mi się po prostu wygodniejszy.

Największa radość

W 2018 roku w końcu udało mi się kupić Michał Bajor. Moje piosenki Patryka Grząbki. Ile ja lat tego szukałam! To dla mnie zdecydowanie największa radość tego roku, takiej wyczekiwanej książki nie czytałam chyba nigdy. Troszkę mnie zawiodła, przyznaję (mam do niej kilka zastrzeżeń), ale i tak uważam, że to jedna z najlepszych publikacji przeczytanych przeze mnie w tym roku, przecież to TA KSIĄŻKA! Musiałam to odnotować 😀

Do czego nie wrócę

Na szczęście w tym roku nie przeczytałam żadnej naprawdę złej książki, takiej, której nie mogłabym zmęczyć, ale było kilka tytułów, do których na pewno nie chcę już wracać.

Bad mommy. Zła mama Tarryn Fisher – fabuła wciąga, ale też rozczarowuje. Od początku miałam poczucie, że czytam kiepską książkę, ale dawałam szansę tej historii. Tak zaawansowany stalking wydawał mi się interesującym pomysłem na thriller, ale jeśli mam być szczera, w pewnym momencie wszystko stało się tak miałkie, że spokojnie można porzucić tę książkę w połowie (serio, niczego nie stracicie).

Wielki ogarniacz życia Pani Bukowej i Pana Buka – niby ok, niby lekkie, ale tak do bólu powtarzalne. To wszystko już było. Sto razy. Więc mnie już zwyczajnie nie bawi (jeśli kiedykolwiek bawiło). Jednak jako urlopowy odmóżdżacz się sprawdzi.

Celebryci z tamtych lat Aleksandry Szarłat – czytałam tę książkę od 2017 roku. Początek był tak, przepraszam, nudny, że ciągle go przerywałam inną lekturą. Temat jednak jest dla mnie na tyle interesujący, że uparłam się, by to skończyć. Mam bardzo mieszane uczucia. Ogrom pracy autorki doceniam, naprawdę doceniam, ale podany jest w sposób, który zupełnie nie przekonuje. Krótkie biografie mnie wciągały, ale poza nimi czułam się, jakbym czytała pracę magisterską.

Odkrycie roku

Wstyd przyznać, ale po pierwszą książkę Olgi Tokarczuk w moim życiu sięgnęłam dopiero w tym roku. I od razu zaznaczę, że nie po nagrodzie – w marcu przeczytałam Prowadź swój pług przez kości umarłych. Zachwycam się Pokotem od premiery, musiałam więc nadrobić i… przepadałam, zakochałam się, książki Olgi Tokarczuk to taka uczta! Bieguni to jedna z najlepszych książek, które czytałam! Jak ta kobieta pisze, nie mam słów, by wyrazić mój zachwyt! Polecam bardzo mocno! Przepraszam za wykrzykniki, to emocje.

Co polecam?

Czas na najlepsze książki tego roku, choć przeczytałam ich w tym roku sporo, więc przedstawię tylko czołówkę.

Dodaj do znajomych Zuzanny Łapickiej – po lekturze napisałam krótką recenzję na LubimyCzytaćJanusz Głowacki miał rację – Zuzanna Łapicka zdecydowanie powinna pisać jak najwięcej. Niesamowicie inspirująca osoba. Niesamowity życiorys. Niesamowite historie. Książka jest przeciekawa i wciąga jak najlepsza powieść. Jestem zauroczona, czekam na więcej! Dzisiaj dużo we mnie smutku, że pani Zuzanna już niczego dla nas nie napisze…

Młynarski. Rozmowy – jaka to jest cudowna książka! CU-DO-WNA. Powinnam chyba napisać dłuższy tekst o moim postrzeganiu artystów, żebyście zrozumieli, dlaczego nie przepadam za pomnikowością, „wynoszeniem na ołtarze”, jednak Wojciech Młynarski jest jedną z niewielu osób, którą z pełnym przekonaniem nazywam Mistrzem (absolutnie), jest nim nie tylko w moich słowach, lecz także myślach. Bardzo Go podziwiam, mogę nazwać Go autorytetem (choć do autorytetów też nie jestem przekonana), uważam, że polska piosenka bez Niego po prostu nie istnieje. Jego odejście zrobiło mi jakąś niewytłumaczalną wyrwę w sercu, dlatego cieszę się na każdą nową książkę. Mistrz. Absolutnie troszkę mnie zawiodło, ale Młynarski. Rozmowy to książkowy ideał, polecam serdecznie.

Poza tym przeczytałam w końcu Pestkę Anki Kowalskiej. Zakochałam się, jednak mam wrażenie, że duże znaczenie miał fakt, że film jest dla mnie niezwykle ważny. Tak czy inaczej, ta historia łamie serce i zmusza do przemyśleń.

Był zły thriller, na koniec więc może coś dobrego? Misery Stephena Kinga. Dopiero się poznajemy, to moja trzecia książka tego autora, ale za to jaka! Napięcie było takie, że gryzłam sobie kostki (przy niektórych scenach, na przykład ze szczurem, dosłownie!). Genialnie napisane, bardzo polecam!

A jak wyglądał Wasz rok? Co czytaliście?