/Poeci polskiej piosenki

Poeci polskiej piosenki

Piosenka to jest taki drobny twór, który może bardzo sprowokować do myślenia, ale niestety nie jest w stanie go zastąpić. – Wojciech Młynarski

Powtarzam wielokrotnie, że poeci polskiej piosenki mają stałe miejsce w moim sercu. Najbardziej wyryła się w nim Wielka Czwórka – Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, Jonasz Kofta i Jeremi Przybora. Zachwycają mnie, zatrzymują i – jak we wspomnianym wyżej cytacie – prowokują do myślenia. Bo piosenka musi być o czymś.

„Piosenka musi posiadać tekst”

Nie zawsze tak myślałam. Zresztą dzisiaj też nie zawsze słucham tylko piosenki literackiej. Jednak z całą pewnością w piosence liczy się dla mnie przede wszystkim tekst. To na niego od razu zwracam uwagę. Analizuję go, rozkładam, składam, jestem strasznie ciekawska. Nie interesują mnie utwory o niczym, szybko wyparowują z głowy, nic mnie przy nich nie zatrzymuje. A przyczyną wszystkiego poeci polskiej piosenki.

Poeci polskiej piosenki – początek

Wszystko zaczęło się od Agnieszki Osieckiej. Na pewno wspominałam już na blogu, że uważam Osiecką za moją nauczycielkę piękna i poezji. To pierwsza poetka, którą pokochałam. Pamiętam Ją w swoim życiu od zawsze. Pamiętam, kiedy odeszła i w Opolu odbył się koncert „Zielono mi”. Pamiętam, że za każdym razem, kiedy przychodziłam do mojej przyjaciółki, zaglądałam do pięknie wydanego tomiku poezji. Pamiętam, że Jej piosenki towarzyszyły mi od zawsze. I towarzyszą mi do dzisiaj.

Agnieszka Osiecka miała tę łatwość pisania, która musiała skończyć się taką wielką liczbą trafień w dziesiątkę. Ona po prostu wiedziała, jak pisać, wyczuwała słowa. Czytanie wszystkiego, co stworzyła, jest ucztą. W tekstach Agnieszki Osieckiej jest wszystko – lekkość, ciężar, smutek, radość, euforia, rozpacz, szaleństwo, zwyczajność.

Ale Osiecka to nie tylko twórczość. Jej życie, niesamowita, niecodzienna osobowość, relacje – to wszystko sprawia, że całość jest jeszcze bardziej intrygująca. Pamiętajmy o Osieckiej, bo drugiej takiej Agnieszki już nigdy nie będzie.

…wszystko przez Michała Bajora

Kiedy w moim życiu pojawiła się twórczość Michała Bajora, zatopiłam się w – jak to on określa – popie literackim, zaczęłam zwracać baczniejszą uwagę na autorów tekstów. Poznawałam nową piosenkę i od razu zastanawiałam się, kto stworzył tak niesamowity tekst! Pierwszym autorem, którego zapragnęłam poznać bliżej, był oczywiście Wojciech Młynarski. Ale to dzięki Michałowi Bajorowi do grona poetów piosenki mi najbliższych dołączyli również Jonasz Kofta i Jeremi Przybora. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Wojciecha Młynarskiego.

Wojciech Młynarski, absolutnie

Oczywiście, że wiedziałam, kim jest Wojciech Młynarski. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś tego nie wie. Natomiast nie byłam jakoś bardzo zaznajomiona z Jego twórczością i życiorysem. Wszystko zaczęło się od Mojej miłości największej – pierwszej piosenki Bajora, która sprawiła, że dzisiaj jest on artystą mojego życia. Im więcej poznawałam, im bardziej się zachwycałam, tym częściej widziałam to ważne nazwisko – Młynarski. Wgłębiłam się w temat, czytałam i oglądałam wywiady, zaczęłam nawet przyglądać się konstrukcji Jego tekstów. To wszystko było takie niesamowite! Poziom mistrzostwa absolutnego. Po prostu geniusz.

Dzisiaj Wojciech Młynarski to jedyna osoba, którą bez wahania nazywam Mistrzem i autorytetem. Zazwyczaj się wstrzymuję z takimi określeniami w stosunku do artystów, nie lubię ich, bo kojarzą mi się z pomnikowością, a to nie jest mój styl zachwytu nad twórczością, ale Wojciech Młynarski jest dla mnie niezwykły. Jego geniusz ma w sobie coś takiego, że nawet podczas oglądania wywiadów czuję się w pewien sposób onieśmielona. I to jest dla mnie coś naprawdę wielkiego.

Kiedy odszedł, skończyła się bezpowrotnie pewna epoka. Jak dobrze, że została nam Jego twórczość – nieśmiertelna.

Dobry wieczór, pewnie dziwisz się, kochanie…

Jedną z moich ulubionych piosenek Michała Bajora jest Popołudnie. Kiedy przysłuchałam się jej po raz pierwszy, odebrało mi mowę. KTO NAPISAŁ COŚ TAK CUDOWNEGO? Jak to się robi, że układa się z pięknych słów tak smutną historię w tak niesamowity sposób? Okazało się, że autorem jest Jonasz Kofta. To znowu sprawiło, że nagle poczułam chęć poznania absolutnie wszystkiego, co stworzył Kofta, bo czułam, że to musi być genialne – i oczywiście się nie myliłam. Zresztą, oczywiście mnóstwo utworów już znałam. Nigdy jednak jakoś specjalnie nie przykładałam się do wczytywania się w autorów. Dzisiaj to jedna z pierwszych rzeczy, którą sprawdzam.

Michał Bajor opowiadał na recitalu, że Kofta napisał dla niego Popołudnie w chwilę, na serwetce, pijąc jarzębiak z Włodzimierzem Korczem. Jaki trzeba mieć talent, żeby słowa wypłynęły z nas między kieliszkami, z taką łatwością? Zachwycam się wciąż!

Ach, Panie Przybora

Moja pierwsza styczność z Jeremim Przyborą to Listy na wyczerpanym papierze. Nie zdziwi więc nikogo na pewno, że z miejsca właściwie musiałam tę twórczość pokochać. Wtedy jednak skupiłam się na dłuższych formach, na piosenkę przyszedł czas później. Pamiętam, że zachwyciła mnie lekkość i zabawność Listu do jedzącej Eurydyki. Później przyjrzałam się Starszym Panom. Ta klasa, ten humor – to jest coś tak nietuzinkowego i wspaniałego. Powiem Wam w tajemnicy, że sekretnie podkochuję się w Przyborze i gdybym miała Go opisać jednym słowem, powiedziałabym: czarujący. I tak strasznie smutno, że nie ma Go już wśród nas.

I tak strasznie smutno, że nikogo z Wielkiej Czwórki nie ma już wśród nas. Nikt nie będzie już tak pisał. Nikt. Pielęgnujmy te utwory, pamiętajmy je, bo to najprawdziwsze skarby.

A na blogu znajdziecie dwie playlisty poetów polskiej piosenki:

Jeremi Przybora  || Jonasz Kofta