/Urodziny Janusza Radka

Urodziny Janusza Radka

6 kwietnia 1968 roku urodził się Janusz Radek – artysta, którego uwielbiam po stokroć i szalenie się cieszę, że mogę dzisiaj o nim napisać!

Gdzieś wspominałam, że z twórczością Janusza Radka zapoznałam się przy okazji utworu „Pocztówka z Avignon”, ale nieumyślnie skłamałam. Bo częścią mojego dzieciństwa były Pokemony, a skoro Pokemony to…

Ale gdybym powiedziała, że to właśnie wtedy pokochałam Janusza Radka, to dopiero byłoby kłamstwo i to umyślne. Ba! Ja nie miałam pojęcia, jeszcze przez długie lata, kto wykonuje tę piosenkę. Ale mam do niej taki sentyment, że nawet dzisiaj słucham jej z szerokim uśmiechem. I śpiewam głośno, że odwaga doda sił. 😉

Bywało różnie, ale zawsze miło

A później wspomniana „Pocztówka…”, która uświadomiła mi, że owszem, jest taki artysta i że całkiem fajny ma ten głos. Tyle że chwilę później tak się zajęłam Michałem Bajorem, że choć od tamtej pory Radek pojawiał się w moim muzycznym życiu całkiem regularnie, jakichś wielkich fajerwerków nie było, choć sympatia do głosu już jak najbardziej! Nie tylko do głosu, także do przepięknych tekstów, emocji i interpretacji. Tym się mnie przecież zachwyca, więc całkiem obojętna być nie mogłam.

Kim Ty jesteś dla mnie?

OGROMNYM przełomem była płyta „Kim Ty jesteś dla mnie”, o której już pisałam na blogu. Ta płyta jest TAK NIESAMOWITA, tak bardzo niesamowita, że z miejsca stała się absolutnie płytą mojego życia. Takich emocji, takiego wspaniałego odbioru od pierwszego odsłuchania nie miałam chyba nigdy. To może dziwne porównanie, ale usłyszałam pierwsze dźwięki i poczułam się jak w domu, tak komfortowo, dobrze, jakbym usłyszała coś, co kochałam ogromnie przed laty i właśnie do tego wróciłam. Przede wszystkim zakochałam się w muzyce, której chyba się nie spodziewałam, bo rzeczywiście Janusza Radka kojarzyłam bardziej poetycko, lirycznie, a tutaj pojawia się nagle taka przemiła dla ucha elektronika. I ten głos! Tak delikatny, subtelny, a jednocześnie cholernie działający na zmysły. Pisząc to, słucham jednego z utworów i mam motyle w brzuchu. Kocham to, jak odczuwam muzykę i emocje, które mi daje, a Janusz Radek niesie dla mnie tyle dobra swoją twórczością, że zupełnie nie przeszkadza mi, jak beznadziejnie pod względem językowym brzmi taki rozradowany do granic post. 😉

Serce zdobyte

A później przyszedł październik 2018 roku, kiedy to pierwszy raz pojawiłam się na koncercie. Nie wiem, to chyba było jakieś zamroczenie, że tak późno się zdecydowałam. Gdybym tylko wiedziała! Gdybym tylko wiedziała, jaka to będzie wspaniała muzyczna uczta, to byłby mój 30 koncert, a nie pierwszy. Czasu jednak nie cofniemy. Po koncercie wyszłam zakochana po uszy. Janusz Radek mnie zaczarował, oczarował, zachwycił, do tego stopnia, że Michał Bajor w końcu ma naprawdę poważną konkurencję. Pierwszy raz ktoś mu depcze po piętach. Niby niemożliwe, a jednak! Dobra, nieśmieszne żarciki żartami, ale poważnie – mnóstwo miłości jest we mnie od tego koncertu do każdego dźwięku, każdego słowa, każdej nuty. Janusz Radek to Artysta przez wielkie A, który na żywo robi piorunujące wrażenie (i nie tylko na żywo). Od tego czasu zagłębiłam się w twórczość, poznawałam płyty, zakochiwałam się raz po raz i fascynacja trwa w najlepsze. A jak wiadomo, w uczuciach artystycznych jestem stała.

Poza tym obejrzałam parę wywiadów, trochę poczytałam i uwielbiam podejście Janusza Radka do bycia artystą, do publiczności, do tej relacji jaką twórca i publiczność tworzą. Do więzi, której pomnikowość wcale nie pomaga. Więcej na przykład tutaj:

To jest dokładnie to, co myślę ja jako część tej publiczności i dlatego, hm, jakby to najkrócej… serce zdobyte!

Wszystkiego cudnego! Dziękuję za zachwyt.

PS I dużo, dużo zdrowia!!!