/Artyści mojego życia

Artyści mojego życia

W dzisiejszym odcinku podcastu opowiadam o artystach mojego życia. A artyści mojego życia to temat dla mnie niezwykle przyjemny i do rozgadania.

Przyznaję, że może on wydawać się oczywisty. Jednak choć artyści mojego życia to dla wielu Michał Bajor i Krystyna Janda (co oczywiście jest prawdą), dzisiaj wyjątkowo nie o nich mowa. O kim zatem?

Do słuchania:

Do czytania:

Jest takie zdanie, a właściwie dwa zdania, które absolutnie oddają istotę tego, jaka jest moja relacja z artystami mojego życia. Krystyna Janda w wywiadzie rzece Pani zyskuje przy bliższym poznaniu powiedziała:

 

Udaje mi się czasem zabrać widzom na dwie godziny serce. I czuję to, wiem.

 

I to jest właśnie to.

Sprostowanie

Jak wspomniałam, dzisiaj nie będzie mowy ani o Michale Bajorze, ani o Krystynie Jandzie, ponieważ w związku z tym, że Bajor to artysta mojego życia numer jeden, absolutnie, a Janda to artystka mojego życia numer jeden, absolutnie, na ich temat – w dalszej lub bliższej przyszłości – nagram osobne odcinki.

EDIT: Odcinek o Krystynie Jandzie już powstał, zapraszam: KLIK)

Nie wspominam też o Edycie Górniak, bo o niej mówiłam dosyć sporo w odcinku Muzyczna podróż w przeszłość i tam możecie znaleźć więcej informacji.

Więc dzisiaj czeka na Was odcinek nieco mniej oczywisty, bo wiadomo, zobaczyliście tytuł i większość z Was pewnie pomyślała: Aha, znowu Bajor! Nie tym razem, moi drodzy! 🙂

Trochę będziemy go wspominać, ale w zupełnie innych powodów. 😉

Artyści mojego życia

Janusz Radek

Zacznę od kogoś, kto jest takim artystą, który bardzo mocno depcze Michałowi Bajorowi po piętach i ja już to mówiłam wielokrotnie. Janusz Radek to fantastyczny artysta, po prostu fenomenalny, uwielbiam go, kocham jego twórczość. Ale to nie tak, że kocham od zawsze. Oczywiście, jak pewnie wielu ludzi w moim wieku, oglądałam Pokemony, znałam piosenkę tytułową, znam ją doskonale do dzisiaj, ale nie był to ten moment, w którym Radek pojawił się w moim życiu, ponieważ ja do studiów jeszcze nie miałam pojęcia, że to właśnie on ten utwór śpiewa.

Poznałam go świadomie w momencie eliminacji do Eurowizji (ale dopiero niedawno sprawdziłam, że to musiała być właśnie Eurowizja, pamiętałam głównie piosenkę), podczas których zaśpiewał Pocztówkę z Avignon. Wtedy dowiedziałam się, kim jest, poznałam jego głos i stwierdziłam, że całkiem fajny ten głos, choć miłości jeszcze z tego nie było. Ale ta sympatia wtedy zrodzona trwała, mniej lub bardziej intensywnie. W gimnazjum bardzo lubiłam Psalm dla Ciebie, na studiach z kolei zasłuchiwałam się w Kiedy umrę kochanie i Dziękuję za miłość.

Natomiast niewątpliwym przełomem było pierwsze przesłuchanie płyty Kim Ty jesteś dla mnie. Od pierwszego przesłuchania wiedziałam, że to będzie płyta mojego życia. Takie połączenie Haliny Poświatowskiej i Janusza Radka było czymś, co automatycznie znalazło się na podium. Wcześniej kojarzył mi się on raczej z piosenką poetycką, bardzo wzniosłą, a tu się okazuje, że jest elektronika, że ten głos płynie delikatnie, bardzo zmysłowo i to było świetne! Zakochałam się od pierwszych nut.

Z racji tego, jak bardzo polubiłam tę płytę, konieczny był koncert. Wybrałam się na niego dopiero w październiku 2018 roku. Ale co to był za koncert! Niesamowity. Jak Janusz Radek animuje publiczność, jak on się rusza na tej scenie, jak brzmi jego głos na żywo! Poza tym dużo elektroniki, delikatnej mimo wszystko. Uwielbiam takie brzmienia.

Tak mnie zaczarował, że po koncercie nadrabiałam wszystko. Dniami i nocami. Przez chwilę nawet myślałam, że Bajor stracił podium! Ale za jakiś czas Bajor wydał płytę i to tak dobrą, że chyba wiedział, jakie mam wątpliwości, bo rozwiał je w chwilę… 😉

Halina Poświatowska

Nie jestem pewna, kiedy odkryłam twórczość Haśki, jednak mam niemal sto procent pewności, że pomógł mi w tym Janusz Radek. Na studiach słuchałam przecież namiętnie Kiedy umrę kochanie. Jednak konkretnego momentu nie pamiętam. Rozmył się.

Poświatowska to moja wielka miłość, a Jej poezję uważam za fantastyczną. Kiedy mam potrzebę piękna, sięgam po nie… A potrzebę mam dużą. Obcowanie z Jej twórczością daje mi jednocześnie wiele emocji i wiele spokoju – najprzyjemniejszych odczuć. Poświatowska to często lek na całe zło.

Lubię w Jej wierszach lekkość. Haśka miała w sobie wiele emocji, doskonale je przekazywała, więc wiersze są emocjonalne, ale mimo wszystko wciąż lekkie. Dzięki temu trafiają one do mnie. I chociaż nie ma Jej z nami już od ponad 52 lat, jej twórczość nadal jest współczesna, nie zestarzała się. Poświatowska odeszła młoda i wciąż jest młoda.

Odeszła zbyt wcześnie, ale przez to, jak to krótkie życie ją doświadczyło, pozostawiła po sobie nieśmiertelną, emocjonalną i niezwykle zmysłową twórczość.

Poeci polskiej piosenki

O poetach polskiej piosenki przeczytacie więcej w tym poście: Wielka czwórka.

Magda Umer

Kiedy pisałam pierwszy post o Magdzie Umer, nazwałam ją wiosną. Właśnie tak ją odczuwam. Jej głos to przebudzenie zieleni po długich ciemnych miesiącach czy – jak mówi sama Magda Umer – po pół roku mroku. Smuci mnie, ale jest to piękny smutek. Zresztą jestem przekonana, że to właśnie Magda Umer mnie tego nauczyła – pięknego smutku. Poza tym wartości przyjaźni oraz trzymania się, na litość boską. Jest ona lekiem przeciwbólowym na cały świat. Poza tym spokój w jej głosie się udziela.

Alicja Majewska