Na świat patrzę jej wierszami od wielu lat i to jej zawdzięczam wrażliwość na słowo – PPK z Mateuszem Kłosowskim


Dzisiaj na moje pytania odpowie Mateusz Kłosowski. Zaręczam, że będzie to piękna podróż po słowach, zapraszam!

PPK z Mateuszem Kłosowskim

Goszczę na blogu Mateusza Kłosowskiego: instagramowy @tragik_ale_magik z wdzięcznością spotykający twórców rodzimej kultury, na co dzień czytelnik i autor, filolog i filozof, student i doktorant rozwijający swe pasje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: http://snjl.amu.edu.pl/mateusz_klosowski

Za co kochasz/lubisz polską kulturę oraz co cenisz w niej najbardziej?

Sygnaturą rodzimej kultury, która szczególnie do mnie przemawia, jest słowiańskość w całej śpiewności jej języka oraz bogatym imaginarium zaludnionym przez baśniowe postacie interweniujące w świat ludzi. Ich podskórna obecność doprowadziła do wybuchu romantyzmu, przez furtkę Mickiewiczowskich „Ballad i romansów” wprowadzając do kultury rusałki, strzygi i widma pozostające w niej do dziś oraz stwarzając możliwość dla przenikania się świata żywych i umarłych. Bolesław Leśmian może z powodzeniem pretendować do miana Homera natury (nie tylko jej terenów wschodnich, z których się wywodził) właśnie dzięki niezwykłemu połączeniu folkloru i muzyczności fraz. Przekroczenie Mickiewiczowskiego postulatu „widzę i opisuję” pozwala wniknąć w istotę dostrzeżonych zjawisk – tak chętnie wyszydzane przez uczniów opisy przyrody nabierają wówczas innego wymiaru, stawiając metafizyczne i ontologiczne pytania dotyczące sposobów istnienia oraz możliwości poznania rzeczywistości.

Po jaką jej formę sięgasz najczęściej?

Najbliższa memu sercu jest poezja. Podobnie jak Czesław Miłosz poszukuję również „formy bardziej pojemnej”, stwarzającej przestrzeń do refleksji dramatycznej, lirycznej oraz eseistycznej jednocześnie. Przyjmując koncepcję Leśmiana wyrażoną w szkicu „Rytm jako światopogląd”, traktuję lirykę jako negującą opozycję pomiędzy sztuką a życiem. Za autorem „Łąki” uważam także, że zadaniem literatury jest każdorazowe powoływanie do istnienia świata (dzisiaj warto dodać: performatywnego), który angażuje odbiorcę polisensorycznie i wręcz namacalnie wciąga w lekturę. Poezja umożliwia to właśnie poprzez rytm, lecz taką właściwość posiada również proza – chociażby powieści Edwarda Stachury m.in. poprzez zapętlenia i paralelizmy składniowe zbliżają się do jazzu.

Twórczość jakiej polskiej artystki/jakiego polskiego artysty poleciłbyś najchętniej?

Agnieszki Osieckiej – poetka mojego życia, której liryka wprowadza światło w mrok życia, ubarwiając szarość codzienności. Na świat patrzę jej wierszami od wielu lat i to jej zawdzięczam wrażliwość na słowo, na rytm oraz przede wszystkim na drugiego człowieka. Piosenki Osieckiej zarówno pomagają doświadczać pięknego smutku (jednak nie estetyzują go usilnie) oraz euforycznej radości. Niemal wszystkie dzieła autorki „Okularników” sięgają do odwiecznych tematów kultury i literatury, pozwalając na refleksje natury intelektualnej – zwłaszcza etycznej i egzystencjalnej. Szeroki wachlarz tematów podejmowanych przez poetkę pokazuje, jak ogromną rozpiętość miał jej talent. Bodaj najsłynniejszy z refrenów: „Niech żyje bal!” zawiera w sobie ekstatyczny zachwyt życiem, który podkreślony przez muzykę Seweryna Krajewskiego i wykonanie Maryli Rodowicz staje się zarówno mottem tej twórczości oraz życiowym i artystycznym testamentem Poetki.

Ulubieńcy

Twój ulubiony polski film:

„Tatarak” Andrzeja Wajdy – połączenie noweli Jarosława Iwaszkiewicza z autobiograficzną opowieścią Krystyny Jandy o chorobie i odchodzeniu męża tworzy nową jakość w nie tylko w rodzimej, ale i światowej kinematografii. Inspiracja obrazami Edwarda Hoopera (zwłaszcza płótnem „Woman in the Sun”) polegająca w dużej mierze na operowaniu światłocieniem wydobywa z mroków śmierci ostatnie światło życia. To wyjątkowe dzieło filmowe jest dla mnie prześwitem nadziei dającym nadzieję w trudnym czasie mierzenia się z umieraniem najbliższych – jeśli coś jest w stanie przezwyciężyć ból, smutek i gorycz przemijania w jego najokrutniejszym przejawie – chorobie, to jest to właśnie sztuka oswajająca nieuniknione i niewy(ob)rażalne

Twoja ulubiona polska płyta:

„Noce i sny” Magdy Umer – wyjątkowe piosenki literackie (Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego, Jonasza Kofty, Jeremiego Przybory, Marka Grechuty czy… Jana Kochanowskiego) czasem w monumentalnych, a czasem kameralnych aranżacjach zaśpiewane przez natchnioną Magdę Umer nie tylko same zyskują kolejne życie, ale i pozwalają głębiej go doświadczać. Znane ballady w towarzystwie premierowych utworów wprowadzają w (za)świat najpiękniejszej polskiej liryki. Płyta z pozoru idealna na jesienne wieczory pełne melancholii okazuje się aktualna przez cztery pory roku ze względu na uniwersalność zapisanych w jej utworach doświadczeń. Magda Umer z czułością prezentuje na scenie swe bohaterki, czyniąc je arcyludzkimi i bliskimi w swej pozornej wyjątkowości. „Będzie wszędzie – zawsze nam chodziło o miłość” – wyśpiewane wraz z Andrzejem Poniedzielskim wydaje się najlepszym podsumowaniem nastroju płyty, a może i całego dorobku pani Magdy.

Twoja ulubiona polska książka:

Jolanty Brach-Czainy „Szczeliny istnienia” – literacka przygoda łącząca prozę i poezję skutecznie zaciera granice między tymi dyskursami, pozwalając wybrzmieć różnym dykcjom oraz idiomom, płynnie splata również naukę i sztukę: „…by coś usłyszeć, trzeba samemu zamilknąć”. Metafizyka codzienności, jaką wydobywa i odkrywa wybitna filozofka, uobecnia świat na co dzień niedostrzegany, spychany na margines. To także nietuzinkowa lektura z pogranicza filozoficznego eseju i poetyckiej prozy – lekkość pióra splata się tutaj z lotnością myśli, tworząc dzieło nośne intelektualnie i estetycznie wartościowe, którego radość czytania oznacza prawdziwą ucztę umysłową.

Twoja ulubiona polska piosenka:

„C’est la vie” Andrzeja Zauchy do słów Jacka Cygana z muzyką Wiesława Pieregorólki – zarejestrowana tylko raz podczas nagrania w studiu radiowym. Dźwiękowcy jakby od niechcenia włączyli tryb nagrywania, najwidoczniej uznając, że pierwsze nagranie będzie zaledwie wstępem, preludium. Po zaśpiewaniu Zaucha skierował się do wyjścia, na co dźwiękowcy zdumieni stwierdzili: „Andrzej, czy to nie miało być na próbę?”, a on na to: „Panowie, próbę to ja mam dzisiaj w Krakowie” Nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie skomplikowanie utworu, do którego dodatkowo artysta włączył swoją wokalizę. Nie zdążę napisać już o przesłaniu utworu, zachęcając Czytelników do samodzielnych refleksji i zostawiając sobie otwartą furtkę, aby móc znów do niego wrócić 🙂

Dołącz do PPK

Bardzo dziękuję Mateuszowi za udział w cyklu! Jeśli ktoś z Was chciałby podzielić się swoimi ulubieńcami, dodajcie je na Instagramie i oznaczcie hashtagiem #wazeslowa_ppk 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *