W moim rozedrganym świecie polska kultura to moja bezpieczna przystań – PPK z emfazą


Za każdym razem, kiedy zapoznaję się z odpowiedziami moich gości, jestem zachwycona tym, jak mówią o kulturze. Mam wrażenie, że są stworzeni do jej promowania! Dzisiaj na blogu goszczę emfazę.

PPK z emfazą

Dzisiaj na moje pytania odpowiada @fantassmagorias 

Za co kochasz polską kulturę?

Napisanie, że za wszystko, byłoby kłamstwem, ponieważ tak nie jest. Nie jestem też zwolenniczką, wyświechtanego już zresztą, ,,cudze chwalicie, swego nie znacie”, bo ci, którzy najczęściej tak mówią, to cudze też niekoniecznie znają, a to hasło staje się dla nich bezpieczną barierą przed jego poznawaniem, dlatego porównywanie kultur wydaje mi się krzywdzące, bo niezwykłe perełki znajdują się tak samo wszędzie, jak i nietrafione gnioty. Choć i te granice w odbiorze są, oczywiście, czysto subiektywne, bo przystępujemy do filmów, muzyki, książek, poezji bądź wchodzimy do teatru z inną wiedzą, wrażliwością, różnymi doświadczeniami, a to z pewnością ma istotny wpływ na to, jakie coś na nas wywrze wrażenie. Ta różnorodność i zmienność w odbiorze sztuki jest bardzo piękna i fascynująca. Nie roztrząsając się jednak nad nią dłużej – prawdą jest, że polska kultura jest tak głęboko zakorzeniona w moim sercu, stając się aż głównym powodem, dla którego nigdy nie chciałabym opuścić Polski na stałe. Aby wyjaśnić to przywiązanie, przychodzi mi teraz do głowy myśl, jaka szczególnie często pojawia się, kiedy jestem nad Bałtykiem: „jest tyle pięknych mórz na świecie, a ja i tak wybieram ciebie”. I mogę to zdanie sparafrazować, przenosząc je na płaszczyznę kultury – jest tyle wspaniałych zagranicznych artystów i dzieł, którym dopisuję przedrostek „arcy”, ale to na dźwięk melodii poprzedzającej film ze Studia Filmowego TOR, wspomnienie Babci, która strojąc się przed lustrem na kolejne wesele, nuciła pod nosem „przetańczyć z tobą chcę całą noc” albo kiedy kolejny raz mam szansę oglądać „Białą bluzkę”, która jest istnym zderzeniem odmiennych temperamentów, emocji i artystycznych doświadczeń moich trzech ukochanych artystek – Agnieszki Osieckiej, Magdy Umer i Krystyny Jandy, to wówczas serce bije mi jak szalone i zupełnie nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje.

W moim rozedrganym świecie polska kultura to moja bezpieczna przystań, prywatne „morze” słów, obrazów, historii, emocji, którymi lubię się otulać. Zupełnie nie wiem, jaką byłabym teraz osobą, gdybym w liceum nie zaczytywała się w poezji Haliny Poświatowskiej, Anny Świrszczyńskiej, Stanisława Barańczaka i Julii Hartwig albo nie przeczytała „Listów na wyczerpanym papierze” – porywającej serca korespondencji między Agnieszką Osiecką a Jeremim Przyborą. O takich słowach, o takich listach się przecież marzy! Jaka byłaby teraz moja wrażliwość bez głosu Zbigniewa Wodeckiego, Michała Bajora, Anny German, Magdy Umer, Stanisławy Celińskiej, Anny Szałapak? Jak wygląda młodość bez filmów z Andrzejem Sewerynem, Zbigniewem Cybulskim, Gustawem Holoubkiem, Zbigniewem Zapasiewiczem i jak wiele ważnych osób ominęłoby mnie w życiu, gdybym nie zaczęła chodzić na spektakle z Krystyną Jandą? – Bo to właśnie umiłowanie do polskiej kultury nas do siebie zbliżyło. Na szczęście wszystko to pozostaje w strefie „gdybań”, ale bez dramatyzmu potrafię też przyznać, że pewnie mój świat bez tych wierszy, książek, filmów by się nie zawalił; jakoś by trwał. Jednak wiem, że byłby o jakąś istotną cząstkę uboższy, mniej czuły, wyzuty z tego, co jest teraz dla mnie ważne.

Nas, młodych serc, nieumiejących żyć swoim wiekiem, których stare dusze tęsknią do czasów, na które urodziliśmy się za późno, jest mnóstwo. Zawiera się w tym również ogrom czułości do języka polskiego, artystów lat 60–70–80, którzy zdają się odchodzić w historię coraz głębiej. Chciałabym to wszystko, jak śpiewał Grechuta, zwyczajnie ocalić od zapomnienia.

Po jaką jej formę sięgasz najczęściej?

Po filmy! Polska kinematografia jest naprawdę różnorodna i wspaniała. Zaskakuje nie tylko repertuarem o bardzo odmiennej, często nieprzystającej do siebie estetyce i stylistyce w ogólnym autorskim rozrachunku, ale i też rozziewie tematów filmów kręconych przez jednego reżysera. Czytam też sporo biografii, autobiografii, dzienników – o reżyserach, aktorkach i aktorach. To świetne źródło wiedzy, ciekawych anegdot i ogólnego tła czasów. Wiele wciąż poznaję (jest to niekończąca się droga!) dzięki studiom także na płaszczyźnie naukowej (mamy naprawdę wybitnych filmologów), roztrząsając przeróżne wpływy, symbole, techniki, analizy, interpretacje… i tu właściwie można wymieniać dalej to, jakim zabiegom można poddać tkankę filmową. Jest nawet takie powiedzenie: jeśli film porównać do ukochanego ciała, to podejście widza jest podejściem kochanka, a podejście filmoznawcy – podejściem chirurga. Ale powtarzając za moją absolutną Mistrzynią filmoznawstwa, Alicją Helman: „nigdy nie czuję się chirurgiem, nawet jeśli rozbieram to ciało na części, to robię to z miłością”.

Twórczość jakiej polskiej artystki/jakiego polskiego artysty poleciłabyś najchętniej?

Pragnęłabym najbardziej, aby pamięć nie zaginęła o wszystkich tych (i wielu innych!), o których wspomniałam w tym wpisie, ale jednak niezmiennie moim Majem i ciepłem w sercu, jak to kiedyś z pełną egzaltacją już napisałam, jest Magda Umer. Niejednokrotnie swoim głosem, łagodnością i nieustającą nadzieją wybawiała mnie z życiowych tarapatów. Teraz szczególnie przynosi ukojenie.

Ulubione

Twój ulubiony polski film: Trudno mi wyszczególniać ,,ulubieńców” tak, aby później nie mieć wyrzutów sumienia, że pominęłam coś istotnego, ale dla przypomnienia oglądam teraz wiele filmów po raz kolejny i takim ostatnim odświeżeniem, który mnie ponownie zachwycił, jest „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego i chyba mniej znany (a szkoda!) film Andrzeja Wajdy pt. „Dyrygent”.

Twoja ulubiona polska płyta: „Noce i sny” Magdy Umer! Jest dla mnie bardzo ważna i wszędzie tam, gdzie los mnie poniesie – zawsze mam ją ze sobą. I co bardzo wzrusza, sama Autorka pisze o niej tak:

„Ta płyta jest dla mnie: możliwością zaopiekowania się ukochanymi i ważnymi piosenkami; możliwością uzmysłowienia sobie po raz kolejny, jak bliskimi sąsiadami są radość i rozpacz, zachwyt i przerażenie; jak nic nie jest dane raz na zawsze, a nawet na dłużej niż chwilę; próbą zatrzymania tych chwil; możliwością podziękowania za Życie. Ta płyta jest mi więc potrzebna do szczęścia i do nieszczęścia. I marzyłabym, aby była potrzebna ludziom. Przede wszystkim tym, którym nie jest za wesoło. Ale jeżeli pomoże pogodnym stać się jeszcze pogodniejszymi – mimo zdumienia – nie będę miała nic przeciwko temu”

I w moim odczuciu jest to również płyta na „wszystkie pogody i niepogody duszy mej” – tutaj nie sposób nie zacytować Osieckiej…

Twoja ulubiona polska książka: Jak wspominałam – czytam sporo biografii, dzienników, etc., ale rok temu przypadkiem natknęłam się w nadmorskim domku na niewielką książeczkę pt. „Lato leśnych ludzi”, którą bardzo miło wspominam. Idealnie nadaje się na lekturę u schyłku lata, przywołując nostalgię za dzieciństwem i wszystkimi wakacjami spędzanymi na wsi, gdzie wciąż to natura jest najdoskonalszym zegarmistrzem. Napisała ją Maria Rodziewiczówna, która w historii polskiej literatury jest postacią bardzo intrygującą – między innymi dlatego, że samodzielnie prowadziła duży majątek, ubierała się na modłę męską i żyła w związkach z kobietami, co na lata jej życia (1863–1944) było czymś zapewne kontrowersyjnym (o ironio!) i niezwykle postępowym, ale nie wykluczała przy tym swoich nienaruszalnych wartości, czyli miłości do Boga, ojczyzny i natury.

Twoja ulubiona polska piosenka: Niezmiennie od kilku lat – „Samba przed rozstaniem” w wykonaniu Hanny Banaszak. Słowa do niej napisał Jonasz Kofta. To połączenie dwu pięknych dusz sprawia, że nie znalazłam do tej pory utworu, który potrafiłby aż w takim stopniu wywołać tyle emocji jednocześnie, trafiając we wszystkie czułe punkty mojej wrażliwości.

Pokochaj polską kulturę!

Bardzo dziękuję emfazie za przyjęcie zaproszenia i tyle pięknych słów! 🙂

Zapraszam do zakładki KONTAKT wszystkie osoby, które chciałyby wspólnie ze mną promować polską kulturę na moim blogu. Jeżeli macie ochotę opowiedzieć o swojej miłości do polskiej kultury na Instagramie, skorzystajcie z #wazeslowa_ppk lub innych hashtagów związanych z tym cyklem. Nie zapomnijcie również o oznaczeniu mojego profilu (@wazeslowa), abym mogła łatwiej Was odnaleźć.4


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *