Polecanki-cacanki #8


Nigdy nie wiem, jak rozpocząć teksty z tej serii i napisanie wstępu jest dla mnie zaskakująco problematyczne. Postanowiłam więc podzielić się tym z Wami i jednocześnie odhaczyć ten nieszczęsny początek. 🙂 

Muzycznie

Jak zawsze zacznę od muzyki, która jest memu sercu najbliższa. Nowy rok rozpoczęłam głównie z dwoma kobiecymi głosami: Edytą Geppert i Pauliną z DollZ.

Paulina jest niezwykła. Zupełnie niesztampowa, bardzo charakterystyczna, z manierą w głosie, która na pewno nie każdemu się spodoba, a którą ja uwielbiam. DollZ nie jest dla mnie zespołem sentymentalnym, poznałam go około 2015 roku, ale w głosie wokalistki jest coś takiego, że za każdym razem, gdy ich słyszę, mam wrażenie, że wracam po latach do czegoś, co dawało mi mnóstwo radości. To bardzo miłe uczucie, nawet jeśli nie potrafię go wytłumaczyć.

Jakiś czas temu na Spotify pojawił się, ku mojej wielkiej radości, trzeci studyjny album Edyty Geppert – Follow The Call. Nie znałam go dobrze, prawie wcale, więc poznawanie go było wielką przyjemnością, a tytułowy utwór zdobył moje serce. Głos Edyty Geppert jest niesamowity. Emocje nie „uciekają” z niego, kiedy śpiewa po angielsku, co niestety często się zdarza (przyznam Wam, że moim zdaniem emocje w głosie uciekają zupełnie nawet Michałowi Bajorowi na jego anglojęzycznej płycie, choć mimo wszystko bardzo ją lubię).

Do poczytania

Wodecki. Tak mi wyszło to książka, po której nie oczekiwałam zaskoczeń, w końcu postać Zbigniewa Wodeckiego nie była mi obca. Szybko jednak przekonałam się, że to nie będzie nic, czego się spodziewałam. Pierwszą reporterską część napisaną przez Kamila Bałuka czytałam głównie z gulą w gardle – przerażająco dla mnie smutna, przedstawiająca Wodeckiego jako zupełnie inną osobę, oczywiście radosną, zabieganą, zaangażowaną, ale w tym wszystkim „zamaskowaną”, zakrytą wieloma warstwami, których nie odsłania przed nikim. Przeczytałam historię nieco rozgoryczonego, właściwie zapomnianego artysty, który niedługo przed swoją śmiercią w końcu osiąga upragniony szczyt. Ale już za chwilę mogłam nieco odetchnąć, bo wywiad był taki jak zawsze, lekki, z wieloma anegdotami, żartami, wszystkim, co wydaje się charakterystyczne dla Zbigniewa Wodeckiego.

Czy pierwsza część mnie rozczarowała? Absolutnie nie! Jest BARDZO dobra. Po prostu zmusza do zastanowienia… Nad noszeniem masek, nad tym, jak mało możemy dostrzegać jako odbiorcy, jeśli tylko artysta się o to postara.Jak mało mogą dostrzegać tak właściwie wszyscy! Mam też wrażenie, że nie ma w tym nic złego, bo przecież maski zakłada każdy i to nie znaczy, że jeśli pokazujemy siebie różnym ludziom inaczej, to jesteśmy nieprawdziwi – na pewno nie! Moja głowa jest pełna przemyśleń, mój obraz Zbigniewa Wodeckiego zupełnie się zmienił, jednak podkreślam, że nadal jest bardzo pozytywny, ciepły, bo to nie w tym rzecz, że czuję się rozczarowana, tylko zaskoczona. Zaskoczona odbiorem całości.

Polecam Wam tę książkę bardzo, bardzo mocno!

A co pojawiło się na Ważę Słowa w ostatnim czasie?

Opowiadam o książkach przeczytanych w 2018 roku.

Dzielę się muzycznymi odkryciami minionego roku.

Tłumaczę, dlaczego moją pestką jest zachwyt.

Polecam seriale po roku z Netfliksem.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *